Biała Rasa Stopniowo Zanika W Stanach Zjednoczonych

       Co najmniej jeden na trzech Amerykanów nie jest Biały – wynika z najnowszego spisu ludności przeprowadzonego w Stanach Zjednoczonych. Prognozy demograficzne mówią, że kolorowa ludność już w połowie tego wieku stanie się większością w USA.
       Tylko w ostatnim roku odsetek osób zaliczanych do mniejszości etnicznych wzrósł o 2,5 proc. – do 107,5 mln. Stało się tak głównie dzięki rosnącej liczbie urodzeń wśród ludności latynoskiej oraz w grupie osób, które określają się same jako „wielorasowe”. Wolniej rośnie odsetek czarnoskórych Amerykanów. W ostatnim roku o mniej niż jeden procent – do 37,7 mln.
       W tym samym czasie liczba ludzi określających się jako Biali pozostawała na tym samym poziomie, co oznacza, że ich udział procentowy spada. Jeszcze w roku 2000 odsetek Białych wynosił 79 proc., a obecnie zmniejszył się do 65 proc. Białych Amerykanów jest obecnie łącznie 199,9 mln.
       W czterech stanach (Hawaje, Nowy Meksyk, Kalifornia i Teksas) Biali już stali się mniejszością, na co z pewnością wszechmocny wpływ ma imigracja meksykańska. Podobnie jest w Dystrykcie Kolumbia (Waszyngton). Jedno na dziesięć hrabstw w skali całego kraju jest już zamieszkiwane w ponad 50 proc. przez ludność kolorową. 

Czytaj również:
Reklamy

Naciski Na Polskę W Sprawie Zwrotu Mienia Żydowskiego

       Przewodniczący Komisji Helsińskiej Kongresu Stanów Zjednoczonych senator Ben Cardin skrytykował Polskę za zwlekanie z restytucją mienia żydowskiego. Z kolei przedstawiciel rządu USA Stuart Eizenstat wyraził nadzieję, że problem ten zostanie wkrótce rozwiązany.
       Senator Ben Cardin podczas posiedzenia Komisji Helsińskiej w Waszyngtonie wskazał dwa kraje, które nie rozwiązały problemu restytucji mienia żydowskiego: Litwę i Polskę. Cardin powiedział, że zdaje sobie sprawę, iż z powodu zmiany granic i masowych przesiedleń ludności restytucja mienia w Polsce jest skomplikowana. Rozwiązanie tego problemu jest trudne, ale nie jest niemożliwe.
       Przed Komisją Helsińską wystąpił ambasador Stuart Eizenstat, delegat rządu USA na konferencję w sprawie zwrotu majątków zrabowanych podczas II Wojny Światowej, która odbyła się w Pradze. Eizenstat powiedział, że przygotowywana w Polsce ustawa reprywatyzacyjna zawiera pewne braki, bo nie obejmuje zwrotu majątków w Warszawie. Wyraził nadzieję, że zostanie to skorygowane w toku dalszych prac legislacyjnych.

Źródło: IAR

USA: Homoseksualiści Trzykrotnie Częściej Dokonują Napaści Seksualnych W Armii

Z analizy dostępnych dokumentów wojskowych wynika, że homoseksualiści służący w armii trzy razy częściej dopuszczają się napaści seksualnych na kolegów, aniżeli heteroseksualiści – możemy wyczytać w raporcie Family Research Council. Analizie poddano 1643 zgłoszone przypadki napaści seksualnych (od 1 października 2008 r. do 30 września 2009 r.) w czterech oddziałach wojskowych. Z raportu wynika, że 8,2 proc. przypadków dotyczyło napaści o charakterze homoseksualnym. Warto to zestawić z danymi o liczbie homoseksualistów w społeczeństwie amerykańskim. Według samych aktywistów homoseksualnych w USA jest 2,8 proc. gejów oraz 1,4 proc. lesbijek.
       Z analizy Petera Sprigga z Family Research Council wynika, że homoseksualiści służący w armii trzykrotnie częściej dopuszczają się napaści o charakterze seksualnym niż heteroseksualiści. Żołnierze, którzy nie są pederastami boją się o swoją prywatność, zwłaszcza pod prysznicami oraz w salach, w których śpią z homoseksualistami. Często bowiem dochodzi do napaści seksualnych w nocy. Według Sprigga, jeśli zezwoli się pederastom na służbę w armii, wówczas liczba przypadków napaści wzrośnie i nastąpi podkopanie morale żołnierzy, a dowódcy stracą autorytet, obawiając się karać pederastów.
       Nadzorujący jednostki gen. Joseph E. Schmitz podkreślił, że problem napaści na tle homoseksualnym w armii nie jest jedynie hipotetycznym problemem akademickim, lecz czymś rzeczywistym, co po prostu ma miejsce w armii.
 

Arizona (USA): Zabójstwo Ranczera – Ustawa Antyimigracyjna

Systemowe media, jak to mają w zwyczaju, czyli bez dociekania przyczyn określonych zjawisk społeczno-politycznych, zaczęły nas bombardować doniesieniami o podpisaniu przez gubernator stanu Arizona (południowo-zachodni stan USA) Janice Kay „Jan” Brewer „najbardziej restrykcyjnej ustawy imigracyjnej w Stanach Zjednoczonych”. Wszystko oczywiście w duchu krytyki wobec próby przeciwdziałania imigracji i w celu zdyskredytowania poczynań gubernator Arizony.
Do zmasowanego ataku przeciwko tejże ustawie ruszyły także centralne agendy rządowe, których chyba cechą uniwersalną we wszystkich tzw. cywilizowanych krajach, jest lekceważenie potrzeb obywateli w kwestii zapewnienia bezpieczeństwa publicznego kraju, o ile zapewnienie tego bezpieczeństwa wiązałoby się z ograniczeniem imigracji. I tak, decyzję Brewer skrytykował lewicowy prezydent USA Barack Obama, który stwierdził, że jest to najbardziej „chybiony” pomysł na regulowanie spraw związanych z imigracją i wskazał na konieczność przeprowadzenia ogólnonarodowej reformy systemu imigracyjnego. Jak te ogólnonarodowe systemy sprawdzały się do tej pory wszyscy dobrze wiemy. Należy postawić sprawę jasno – Waszyngton zawsze ignorował problem zmasowanej imigracji, szczególnie ludności meksykańskiej, i żadne kosmetyczne projekty przedstawicieli rządowych dotyczące przeciwdziałania negatywnym skutkom imigracji nie były, bo i nie mogły być, nigdy skuteczne i wystarczające.
Tego ciągłego lekceważenia potrzeb obywateli w kwestii zapewnienia bezpieczeństwa mają już jednak dość sami Amerykanie, a powyższa ustawa z Arizony jest tego dobitnym potwierdzeniem. Media, jak i również centrala rządowa, starają się nie dostrzegać bezpośrednich przyczyn zdecydowanych poczynań gubernator Arizony na płaszczyźnie imigracyjnej. Ale te przyczyny oczywiście jak zawsze istnieją i nie są one pokłosiem jakichś rasowych uprzedzeń, jak twierdzą ignoranci, ale zdroworozsądkowym ujęciem problemu.
Wydaje się, iż w opisywanym przypadku przyczyną zdecydowanej antyimigracyjnej reakcji Jan Brewer były ostatnie wydarzenia związane z zamordowaniem prominentnego ranczera z Arizony w pobliżu granicy z Meksykiem. Ranczer z Arizony jest ostatnią ofiarą amerykańskiej polityki otwartych granic. To wydarzenie tylko wzmogło falę oskarżeń wobec Waszyngtonu, gdzie dodatkowo centralne władze krytykuje się za brak jakiejkolwiek reakcji w celu powstrzymania wojny narkotykowej szalejącej w Meksyku przed przedostaniem się do Stanów Zjednoczonych.
Robert Krentz został zastrzelony, kiedy pracował na swoim ranczu bydła oddalonym o jakieś 30 mil na północny wschód od miasta Douglas na granicy Arizony z Meksykiem. Śledczy odnaleźli ślady mordercy prowadzące około 20 mil na południe do granicy meksykańskiej, co dało poważne przesłanki lokalnym władzom do oskarżania o zabójstwo przemytników lub nielegalnych imigrantów.
Ranczerzy od dawna boją się o swoje życie, i powiedzieli to ludziom z Waszyngtonu, ale oni nie zwracają na nas uwagi – powiedział agencji Reuters Michael Gomez, burmistrz Douglas. I jest to najlepsze wyjaśnienie powyższej decyzji o podpisaniu przez gubernator stanu Arizona Jan Brewer owej ustawy imigracyjnej. Wszelka krytyka gubernator Brewer, jakoby owa ustawa otwierała drogę do tworzenia tzw. profilów rasowych osób przebywających w Arizonie, jest w takim wypadku po prostu śmieszna. Sprawą priorytetową jest tutaj zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom USA, dlatego powyższa decyzja władz lokalnych z gubernator Brewer na czele spełnia wszystkie kryteria odpowiedzialnej i przemyślanej polityki, a więc czegoś czego zawsze brakowało władzom centralnym. Jak stwierdził Michael Gomez: Jest to nadal gorący obszar dla przekraczających nielegalnie granicę, i muszą coś zrobić, żeby to przerwać.
Zgodnie z nową ustawą policja w Arizonie będzie miała obowiązek ustalać – jeżeli istnieje „racjonalne podejrzenie” – czy osoby przebywające w tym stanie są tam nielegalnie.
Oczywiście administracja rządowa nie liczy się ze zdaniem własnych obywateli, a lewicowe zapatrywania światopoglądowe obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych jeszcze tylko dodatkowo potęgują zjawisko ignorowania problemu imigracji. I tak, według BBC, prezydent Obama nakazał resortowi sprawiedliwości sprawdzenie, czy projekt ustawy Brewer jest „zgodny z prawem”. A czy prawo jest zgodne z interesem samych Amerykanów? A jeśli ustawa jest „niezgodna z prawem” to komu to prawo tak właściwie służy? Amerykanom czy może jakiejś innej nacji?

Źródło 

Amerykańska Prawica Atakuje Obamę

Amerykańska prawica przypuściła ostry atak na Baracka Obamę. Konserwatyści oskarżyli prezydenta USA o to, że osłabia bezpieczeństwo kraju, i że chce wprowadzić w Ameryce socjalizm.
„Barack Obama to najbardziej radykalny prezydent w historii USA” – oświadczył były przywódca Republikanów w Kongresie Newt Gingrich. Podczas zjazdu konserwatystów w Nowym Orleanie Gingrich powiedział, że wprowadzając powszechne ubezpieczenia zdrowotne i zwiększając deficyt, Obama kieruje Amerykę w stronę socjalizmu.
Wpływowy prawicowy komentator radiowy Rush Limbaugh, którego program radiowy The Rush Limbaugh Show ma ponad 20 milionów słuchaczy, mówił tymczasem, że prezydent USA wyrządza ogromną krzywdę swojej ojczyźnie. Była kandydatka na wiceprezydenta Sarah Palin ostro skrytykowała nową doktrynę nuklearną Baracka Obamy. Nawiązując do deklaracji o ograniczeniu użycia broni jądrowej przez USA, Palin zwróciła uwagę, że Obama zachowuje się jak „dziecko w piaskownicy, które prosi by uderzyć je w twarz”. Do krytyków amerykańskiego prezydenta dołączyła córka byłego wiceprezydenta USA Liz Cheney. Jej zdaniem Obama realizuje wizję słabej Ameryki, zaniedbuje sojuszników i myli przyjaciół USA z wrogami.  

Źródło: IAR 

Czytaj również:

* Fidel Chwali Baracka

Fidel Chwali Baracka

Przywódca kubańskich komunistów pochwalił prezydenta USA, Baracka Obamę, za przeforsowanie reformy zdrowotnej. Uważamy reformę służby zdrowia za ważną bitwę i sukces jego rządu – napisał Castro w przesłaniu opublikowanym przez wszystkie oficjalne gazety na Kubie. Castro zauważył również, że Kuba wprowadziła podobne rozwiązanie już pół wieku temu.
I na tym właśnie – zdaniem Fidela Castro – polega wyższość cywilizacyjna Kuby nad USA. Te pochlebstwa nie są bynajmniej oznaką całkowitej aprobaty komunisty dla Obamy, ale kto wie? Jeśli Obama dalej będzie chciał urzeczywistniać lewicowe wizje, to może kiedyś doczeka się braterskiego uścisku od Fidela Castro albo i Hugo Chaveza. Wypowiedzi Castro są z pewnością bardzo wymowne jeśli idzie o określenie poczynań administracji Obamy w kontekście przyjętej przez tą administrację linii światopoglądowej.
A jak wygląda amerykańska służba zdrowia? To dość specyficzny system, w którym, wbrew temu co powtarzają jak mantra europejskie media, istnieją elementy publiczne. Każdy mieszkaniec USA w wieku powyżej 65 lat, posiadający legalny numer ubezpieczenia społecznego (a więc szczególne potwierdzenie, że państwo zdzierało z niego określonej wielkości haracz), ma prawo do państwowej opieki zdrowotnej. Podobne prawa przysługują wszystkim rodzinom, które mają na tyle niskie dochody, iż nie są w stanie opłacić, utrzymujących system opieki zdrowotnej w USA na w miarę poprawnym poziomie, prywatnych lub korporacyjnych składek ubezpieczeniowych. Program ten nazywa się Medicaid i razem z programem dla emerytów Medicare jest zarządzany przez CMS (The Centers for Medicare and Medicaid Services) – oddział amerykańskiego Ministerstwa Zdrowia i Spraw Społecznych.
Problem tego systemu polega w chwili obecnej na tym, że jest on mocno nadwyrężony. Starzejące się społeczeństwo, panika przed tzw. kryzysem ekonomicznym, wysokie bezrobocie – wszystko to powoduje, że służba zdrowia w Stanach Zjednoczonych pochłania coraz to większe środki, choć wraz z ubezpieczeniami prywatnymi funkcjonuje w miarę poprawnie. Trzeba również wziąć pod uwagę, że większość stanów posiada swoje własne systemy ubezpieczeń zdrowotnych.
A teraz swoje piętno na tym systemie pragnie odcisnąć administracja Obamy, która chce dokonać tak na dobrą sprawę nacjonalizacji systemu na wzór kubański, co tłumaczy słowa uznania pod adresem tej administracji ze strony Fidela Castro, za którego przyczyną Kubańczycy żyją niczym upodlone zwierzęta. Co ciekawe, nawet niektórzy prominentni działacze Partii Demokratycznej z wielką dezaprobatą odbierają kolejne posunięcia Obamy w tej sprawie.
Motywy postępowania prezydenta USA w tej materii są jednak bardzo czytelne. Posiadają one oczywiście silny akcent ideologiczny, a wszystko w praktyce sprowadza się do zapewnienia nie-Białym (tzw. mniejszościom etnicznym) dostępu do usług medycznych z wyższej półki. Dopłaci do tego oczywiście reszta społeczeństwa amerykańskiego, w końcu nic nie ma za darmo, jak to się wydaje niektórym lewicowcom. Oprócz tego, w myśl owych koncepcji ideologicznych, projekt demokratycznej reformy służby zdrowia Baracka Obamy zakłada powszechną dostępność do usług aborcyjnych, finansowanych z przymusowej składki na państwowe ubezpieczenie zdrowotne przez wszystkich obywateli. Rzecz nie do zaakceptowania dla człowieka, który zostaje przymuszony do finansowania czegoś, czego nie popiera. Demokratyczna reforma służby zdrowia zakłada również redukcję kosztów usług medycznych przez zmniejszenie wynagrodzeń dla lekarzy. Skutek tego może być taki, że pogorszy się jakość świadczonych usług i spadnie zainteresowanie tym zawodem u młodych ludzi. I jak twierdzą osoby obeznane w temacie: stanowi to zły sygnał dla medycyny, ponieważ to Amerykanie odgrywali do tej pory rolę dominującą i innowacyjną dla świata na płaszczyźnie nauk medycznych. Europa niemal na każdym kroku korzysta z ich osiągnięć naukowych.

Niebiała Imigracja Osiągnęła W Ameryce Punkt Krytyczny

WASZYNGTON. Blisko połowa dzieci urodzonych w USA należy do mniejszości. Jest to element tendencji historycznej, w której zakłada się, że w ciągu następnych 40 lat w Ameryce mniejszości staną się większością.
Demografowie mówią, że bieżący rok może być „punktem krytycznym”, kiedy to liczba nowo narodzonych dzieci należących do mniejszości przewyższy liczbę noworodków rasy białej. Liczba ta rośnie, ponieważ imigracja do USA przyczyniła się do zwiększenia liczby Latynosek w wieku rozrodczym.
48 procent dzieci urodzonych w 2008 r. należało do mniejszości, podczas gdy ostatnie dostępne wyniki spisu ludności z 1990 r. ustalały tę wielkość na 37 procent.
Jak widać problem imigracji ludności latynoskiej w Stanach Zjednoczonych nie jest zagadnieniem zupełnie nowym, ale tendencją, która postępuje już od kilkunastu dobrych lat. Niestety, ale przeważnie jest to imigracja dla Amerykanów uciążliwa, co znajduje swoje odbicie w przytaczanych na różnego rodzaju serwisach informacyjnych danych na temat przestępczości w Stanach Zjednoczonych. Rzecz w tym, że obecne demokratyczne siły polityczne, nie tylko te amerykańskie, cechuje zupełna bierność, już nie tyle w odniesieniu do walki z przestępczością, co do zmian, jakie zachodzą w strukturach etnicznych zarządzanych przez te siły państwach. Trudno tak do końca określić, czy owa ignorancja wobec zagadnienia niebiałej obcej imigracji to może element zaślepienia ludzi, którzy nami rządzą, czy może jest to z ich strony chęć realizacji podstawowych założeń systemu demoliberalnego, który hołduje takim abstrakcjom jak „harmonijna wielorasowość”, „wzajemna tolerancja” itp. Jeśli jednak Stany Zjednoczone mają być dla nas modelowym przykładem społeczeństwa wielorasowego, to pomijając wszelkiego rodzaju urojenia i demagogię, w rzeczywistości i w oparciu o fakty nie ma w takim społeczeństwie nic, co wydawałoby się wartościowe. No chyba, że za wartościowe w przyszłości uznać wzrost wskaźników przestępczości i wymieszanie się wszystkich ludzi w jednym etnicznym tyglu, z którego wyłoni się nowy typ człowieka – hybryda. A że środowiska dążące do ucieleśnienia wizji takiego właśnie świata funkcjonują, to chyba oczywiste. Dziwi natomiast, że wszyscy zwolennicy tych środowisk, wypisując na swoich sztandarach „nie dla uniformizacji i globalizacji świata” nie dostrzegają, że owa „uniformizacja i globalizacja” przebiega również, a może przede wszystkim, na płaszczyźnie etnicznej.

Źródło

Czytaj również:

* Imigracja Generuje Zmiany… Na Gorsze

* Stajemy Się Mniejszością, Czyli Wymieranie Białej Rasy W Stanach Zjednoczonych