Ustawa Godząca W Interesy Społeczeństwa

     Ustawa, którą określa się mianem „Ustawy o wzmocnieniu udziału mieszkańców w działaniach samorządu terytorialnego”, może paradoksalnie w rzeczywistości zmniejszyć społeczną kontrolę nad prezydentami miast.

Ustawę samorządową przygotował Bronisław Komorowski. Jej wejście w życie oznaczałoby w praktyce, iż prezydenci poszczególnych miast mogliby zostać senatorami, co skutkowałoby trudnościami przy ich ewentualnym odwołaniu z zajmowanego stanowiska. Jednoczesne pełnienie funkcji senatora przez prezydenta miasta będzie wiązało się z uzyskaniem przez niego immunitetu. Ustawa ta wzmacnia też pozycję wójtów i burmistrzów.

Tak więc „Ustawa o wzmocnieniu udziału mieszkańców w działaniach samorządu terytorialnego”, nie tyle tego udziału nie wzmacnia, co jeszcze go osłabia.

To zwodnicze dwójmyślenie, nowomowa zostały chyba zaczerpnięte z „1984” Orwella. Tam na przykład Ministerstwo Miłości zajmowało się torturami.

Sławomir Gródecki OSN

Manifestacje Poparcia Dla Węgier

     Prawica i narodowcy zamanifestowali ostatnio swoje poparcie dla Węgier, organizując w Warszawie pod ambasadą tego kraju  demonstrację. Była ona formą poparcia dla rządu Viktora Orbana, który starając się prowadzić  suwerenną i niezależną od międzynarodowych instytucji politykę, naraził się tym sam przedstawicielom unijnego establishmentu.   Podobne akty solidaryzmu z Węgrami odbyły się również w Łodzi i Poznaniu.

Swoje poparcie dla Viktora Orbana manifestowali również sami Węgrzy. Wedle różnych szacunków w stolicy Węgier na manifestacji poparcia dla polityki Orbana zgromadziło się w sobotę od kilkuset tysięcy do nawet miliona osób, które mówią wprost, że boją się tego, że UE próbuje im coś narzucić i wpływać metodami niedemokratycznymi na sytuację w ich kraju.

Uczestnicy węgierskiej manifestacji mieli ze sobą m.in. wielki transparent z napisem „Demokracja”. Trafiały się też transparenty, poprzez które Węgrzy dziękowali za solidarność Polakom. Prowadzący manifestację dziękowali za demonstracje poparcia, jakie odbyły się w Warszawie, Poznaniu, Łodzi i Gdańsku.

Sławomir Gródecki

Autor tej wiadomości jest działaczem Aktywu Lubelskiego Opcji Społeczno-Narodowej

Banda „Jedna Rosja”

     Jednym z powodów wyborczego fiaska Jednej Rosji jest to, że partia ta zorganizowana jest, moim zdaniem, nie jak partia polityczna, ale jak uliczna banda – pisze rosyjska dziennikarka opozycyjna Julia Łatynina.

Rozważmy kilka przypadków.

Pierwszy przypadek. W sierpniu 2005 roku niejaki poseł Pastuchow przyjechał do permskiej wioski otworzyć szkołę; tam na miejscu zaprowadził do pustej klasy jednego z chłopców i zgwałcił. Pastuchowa posadzili, ale nie na długo: kara, którą odbywał, polegała na zameldowywaniu się od czasu do czasu w kolonii karnej, do której dojeżdżał swoim Land Roverem, a wkrótce w ogóle został zwolniony.

Drugi przypadek – zeznania zabójców Busygina i Bragina, którzy w 1997 roku zabili niejakiego Wasilija Karelina, kandydata na stanowisko mera Gelendżyka. Przestępców złapano. Gdy zleceniodawca nie zapłacił im za zabójstwo i nie wydostał z więzienia, obrazili się i podali jego imię. Według nich zabójstwo zlecił rywal Karelina, Ozerow, obecnie, naturalnie, członek Jednej Rosji. Ozerow nie poniósł żadnych konsekwencji.

Trzeci przypadek – historia sprzedawczyni Gulnary, która w 2008 roku w Saratowie postanowiła odejść z pracy, gdyż nikt jej za nią nie płacił. W celu wyjaśnienia sprawy właściciel straganu, Władimir Owczinnikow zaprosił ją do mieszkania, w którym oprócz niego znajdował się jego znajomy, syn członka Jednej Rosji Radajewa, szefa saratowskiej okręgowej Dumy. Gulnara zeznała, że tam zaczął się prawdziwy koszmar. „Złota młodzież” nie tylko ją zgwałciła, ale też długo i okrutnie się nad nią znęcała, mówiła, że należy jej się to „za żywota”, że ją zabiją i nikt im nic za to nie zrobi. Dziewczynę uratowało tylko to, że jej przyjaciel wiedział, dokąd poszła i razem z gliniarzami wdarł się do mieszkania. A dalej było jak w filmie „Strzelec wyborowy”. Gdy tylko wyszło na jaw, że w mieszkaniu znajduje się syn posła Radajewa, od razu okazało się, że dziewczyna jest prostytutką, że „sama dała” itd.

Takich historii jest całe mnóstwo. Jeszcze jeden przykład – historia mera Astrachania, członka Jednej Rosji Sergieja Bożenowa. Za rządów tego człowieka w mieście spłonęło 60 domów wraz z 28 lokatorami – i, oczywiście, po pożarach merostwo korzystnie sprzedało zwolnioną ziemię pod budowę. 28 trupów – to więcej ofiar, niż w niektórych atakach terrorystycznych. I co? I nic. Podczas wyborów mera Astrachania w 2009 roku zwolenników rywala Bożenowa, członka Sprawiedliwej Rosji Olega Szeina zastraszano; nie tylko ze strony władzy, ale ze strony najprawdziwszych bandytów. Czytaj dalej

Większa Kontrola I Mniej Wolności

     Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłosiło konkurs 1/2011 na wykonanie projektów w zakresie badań naukowych lub prac rozwojowych, które poszerzą zakres kontroli nad społeczeństwem oraz ograniczą wolności obywatelskie. Wszystko oczywiście jak zwykle tłumaczone jest przez władzę potrzebą zapewnienia obronności i względami bezpieczeństwa państwa. Biorąc jednak pod uwagę bałagan prawny w Polsce, a co za tym idzie – wzrost represyjności poszczególnych służb w ostatnim czasie, to nie „bezpieczeństwo” zostanie wzmocnione, a co najwyżej cenzura w Internecie. To oczywiste, że wszystko obecnie zmierza do wzmożenia działalności karno-represyjnej w stylu niedawnego skandalu ze stroną poświęconą prezydentowi Komorowskiemu, czemu towarzyszyło zastraszenie niewinnego człowieka, administratora tej strony.

Instytucjami, które wyszły z tą inicjatywą, jest MSWIA oraz ABW.

A oto skandaliczne założenia tego projektu:

[…] Autonomiczne narzędzia wspomagające zwalczanie cyberprzestępczości […] str. 31:

– opracowanie narzędzi do identyfikacji tożsamości osób popełniających przestępstwa w sieci teleinformatycznej, kamuflujących swoją tożsamość przy użyciu serwera Proxy i sieci TOR,
– opracowanie narzędzi umożliwiających niejawne i zdalne uzyskiwanie dostępu do zapisu na informatycznym nośniku danych, treści przekazów nadawanych i odbieranych oraz ich utrwalanie,
– opracowanie narzędzi do identyfikacji, lokalizacji serwerów i komputerów w sieciach lokalnych, w tym w sieciach bezprzewodowych,
– opracowanie zintegrowanego zestawu narzędzi do prowadzenia analizy zainfekowanego oprogramowania badanych urządzeń,
– opracowanie narzędzi do wizualizacji środowisk systemów teleinformatycznych oraz sieci,
– opracowanie narzędzi do dynamicznego blokowania treści niezgodnych z obowiązującym prawem, publikowanych w sieciach teleinformatycznych.

Źródło

Zakazy Jak Za „Komuny”, Czyli Miała Być Druga Irlandia, A Wyszła Druga Białoruś

     Poniższe wydarzenie nie jest niestety tylko odosobnionym przypadkiem, a to, jak dyktatorskie standardy rządzenia zapanowały ostatnio w naszym kraju potwierdza chociażby zamieszanie wokół satyrycznej strony o Komorowskim, czy absurdalność oskarżeń o „propagowanie nazizmu”, wystosowanych przez organy ścigania w nieznanej szerszemu gremium sprawie związanej z kilkoma młodymi ludźmi z Wrocławia (http://www.fuckpc.com/index.php/artykuy/255-represje-w-wietle-prawa).

Tym razem oberwało się 28-letniemu kibicowi Wisły Płock, którego obwiniano o niezastosowanie się do nakazu zdjęcia flagi z przekreślonym sierpem i młotem, co miało miejsce podczas meczu piłkarskiego. Na szczęście sąd uniewinnił kibica, który i tak swoje wycierpiał.

Przypomnijmy: kibic Wisły Płock został zatrzymany po meczu z Termalicą Nieciecza za niezastosowanie się do poleceń organizatora, co zdaniem oskarżyciela z policji stanowiło naruszenie art. 54 ustawy o imprezach masowych. Cała sprawa od początku do końca była dość absurdalna: delegat PZPN Andrzej Tomaszewski uznał, że flaga płockich kibiców, na której poza herbem Petrochemii Płock widnieje przekreślony sierp i młot, zawiera „symbol zakazany”, więc ustami spikera nakazał jej usunięcie. Z relacji kibiców wynika, że gdy nie zgodzili się oni na jej zdjęcie, twierdząc, że nie ma tam symboli zakazanych przez PZPN, powód nakazu usunięcia flagi z herbem Petrochemii i przekreślonym symbolem komunistycznym zmienił się na uzasadnienie, że jej treść nie ma związku z wydarzeniem sportowym.

Czytaj więcej

Rząd Amerykański Zablokował 84000 Stron Internetowych

     Pod pretekstem walki z pornografią dziecięcą, w ramach „Operation Save Our Children” ICE Cyber Crimes Center, na polecenie Departamentu Bezpieczeństwa oraz Departamentu Sprawiedliwości zablokowano 84 tys. stron internetowych w USA. Właściciele domen podejrzanych o umieszczanie linków do stron z pornografią dziecięcą i odwiedzający ich strony zobaczyli zamiast głównej strony serwisu jedynie baner informujący o wyłączeniu strony i groźbie kary do 30 lat więzienia za reklamę, dystrybucję, przekazywanie, przyjmowanie i posiadanie materiałów z pornografią dziecięcą.
     Jak informuje raport TorrentFreak nie odbyło się bez pomyłek. Komentatorzy portali wolnościowych komentują, że cała akcja jest naturalną konsekwencją czy też kolejnym etapem wdrażania planu, ogłaszanego wielokrotnie przez agencje rządowe USA, planu kontroli Internetu ze względu na domniemane zagrożenie bezpieczeństwa narodowego, czyli w rzeczywistości ze względu na antysystemowość poszczególnych portali. W artykule na prisonplanet.com Kurt Nimmo przytacza kilka przykładów wypowiedzi prominentnych osób z kół rządowych oraz legislacyjnych prób zdławienia Internetu, określając ostatnią akcję mianem: „kill switch: wersja beta”.
     I gdzie się podziała ta sławetna amerykańska wolność i demokracja? Troska o wolność przekazu i mediów w takich krajach jak Chiny, wyrażana swego czasu przez samego Obamę, jak widać okazuje się zwykłą obłudą, zresztą jak wszystko, czego tylko dotkną się politykierzy.

Wielki Brat Patrzy I Kontroluje

     Służby specjalne najczęściej pytają o dane abonentów, w drugiej kolejności o bilingi – wynika z danych opublikowanych przez Kolegium ds. Służb Specjalnych. W 2009 r. uprawnione instytucje wystosowały ponad milion zapytań do operatorów telekomunikacyjnych.
     Ogólne dane o tym, ile razy w 2009 r. sądy, prokuratura, policja, Straż Graniczna, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralne Biuro Antykorupcyjne, Służba Kontrwywiadu Wojskowego, wywiad skarbowy i Żandarmeria Wojskowa występowały z pytaniami do operatorów, były już publikowane. Na początku grudnia 2010 r. mówił o nich sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych Jacek Cichocki.
     Cichocki przekazał dziennikarzom szczegółową informację, sporządzoną na podstawie danych ze służb oraz Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Według tego ostatniego w 2009 r. operatorzy telekomunikacyjni przekazali 1 milion 60 tys. odpowiedzi na zapytania uprawnionych instytucji. W tej liczbie było 464 tys. zapytań ze strony służb: z SG – 168 tys., ABW – 138 tys., SKW – 113 tys., CBA – 45 tys., wywiad skarbowy – 4 tys., ŻW – 1,3 tys. (dane z SKW i SG za 2009 r. są szacunkowe, ponieważ służby te przekazały tylko informacje za 22 miesiące – od początku stycznia 2009 r. do końca października 2010 r.).
     Sądy, prokuratura i policja w odpowiedzi na pytanie min. Cichockiego stwierdziły, że uzyskanie danych o pytaniach do operatorów nie jest możliwe, gdyż te informacje znajdują się w materiałach poszczególnych postępowań. Biorąc jednak pod uwagę dane z UKE, Kolegium ds. Służb Specjalnych szacuje, że wystosowały one prawie 600 tys. zapytań do operatorów. Pytania do operatorów telekomunikacyjnych dotyczą głównie trzech zagadnień: danych abonentów, wykazów połączeń (bilingów) oraz informacji o lokalizacji telefonów komórkowych.
     Według danych zebranych od sześciu służb od stycznia 2009 r. do października 2010 r. ponad połowa zapytań (54 proc.) dotyczyła danych abonentów, czyli np. kto jest właścicielem telefonu. Ponad jedna trzecia (34 proc.) to pytania o bilingi, a nieco mniej niż jedna dziesiąta (9 proc.) dotyczyła lokalizacji telefonu, a więc i użytkownika. 3 proc. pytań dotyczyło innych zagadnień, np. przekierowań czy numerów identyfikacyjnych telefonów.
     Służby specjalne (ABW, CBA, SKW) znacznie częściej pytały o dane abonentów niż pozostałe służby, z których zebrano dane (SG, wywiad skarbowy i ŻW). W ciągu 22 miesięcy na 557 tys. zapytań z ABW, CBA i SKW, próśb o ustalenie, kto jest właścicielem danego numeru, było 403 tys. (najwięcej, bo 200 tys. ze strony SKW, zaś z ABW – 134 tys.). O bilingi najczęściej pytała SG – 145 tys. razy w ciągu 22 miesięcy. Następna w kolejności była ABW – 123 tys. Pozostałe służby pytały o to znacznie rzadziej (CBA – 13 tys., SKW – 7 tys., wywiad skarbowy – 4 tys., ŻW – 1 tys.). O lokalizację telefonu najczęściej pytała SG – 64 tys. razy (pozostałe służby łącznie 11 tys.).
     Cichocki zapowiedział, że kancelaria premiera planuje wystąpienie do wszystkich uprawnionych instytucji i służb, by gromadzić dane o sprawdzeniach u operatorów według jednego schematu, a następnie przekazywać je do KPRM. Ma to pozwolić na to, by w przyszłości podawać do publicznej wiadomości pełniejszą analizę uzyskiwanych przez służby danych telekomunikacyjnych.
W styczniu RPO wystąpiła do premiera o podjęcie działań w celu zmiany zasad dostępu do bilingów obywateli przez służby specjalne i „dostosowanie go do standardów konstytucyjnych”. Zwróciła m.in. uwagę, że służby pytając o bilingi i podobne dane nie muszą uzyskiwać na to zgody sądu – jak jest to konieczne przy stosowaniu tzw. kontroli operacyjnej (podsłuchy, podgląd, kontrola korespondencji). Cichocki zapowiedział, że odpowiedź kancelarii premiera powinna być gotowa w pierwszym tygodniu marca.

Źródło