Relacja Ze Spotkania Z Tomaszem Cukiernikiem

     Zamieszamy link do relacji ze spotkania z Tomaszem Cukiernikiem, które zostało zorganizowane przez środowisko Opcji Społeczno-Narodowej w ramach Klubu Dyskusyjnego „Optyka Słowa Niezależnego”.

InfoSerwis objął patronat medialny nad tym spotkaniem, dlatego w imieniu własnym, jak i organizatorów dziękujemy za śledzenie naszego serwisu pod kątem uczestnictwa w tym spotkaniu.

Spotkanie Z Tomaszem Cukiernikiem W Mielcu (Relacja + Foto + Wideo)

To My Zapłacimy Za Błędy Władzy

     W budżecie Lublina powstała luka, która zamyka się w sumie 70 milionów złotych. W założeniach miało być 100 mln, ale ostatecznie będzie tylko 30. Jest to wynikiem błędów, jakich dopuścili się miejscowi urzędnicy, którzy nadzorowali sprzedaż działek budowlanych. Ponieważ nie udała się ich sprzedaż, a dochód z niedoszłej transakcji i tak już został wpisany do budżetu, zaczęło się kombinowanie jak załatać tą 70-milionową dziurę.

Można by rzec, iż po raz kolejny potwierdziła się stara maksyma, że państwowy nadzór wręcz generuje niegospodarność i niewydajność. Ale nieodłączną cechą tego systemu jest jeszcze inna zależność. On nie ponosi odpowiedzialności bezpośredniej, która spada na zwykłych podatników i obywateli tego państwa. Summa summarum, to nie kto inny tylko właśnie obywatele, w tym przypadku mieszkańcy Lublina, odpowiedzą za zaniedbania państwowych urzędników. Będzie to miało swoje przełożenie na gruncie spowolnienia lub całkowitej rezygnacji z planowanych inwestycji, które miały zostać sfinansowane z pieniędzy, jakich spodziewano się w budżecie miasta z niedoszłej sprzedaży działek budowlanych. Mechanizm postępowania w takiej sytuacji wyjaśnił sam prezydent Lublina, czyli Krzysztof Żuk: Spowolnimy harmonogramy części inwestycji realizowanych w tym roku w taki sposób, żeby można było za część zapłacić na początku przyszłego roku.     

Niewykluczone, iż nie obejdzie się również bez podniesienia lokalnych podatków, które i tak mają wzrosnąć w przyszłym roku m.in. ze względu na wzrost inflacji. Te obecne podwyżki byłyby z kolei spowodowane koniecznością zaciągnięcia przez miasto kredytów, które w jakimś stopniu rekompensowałyby stratę wspomnianych 70 mln.

Miasto próbuje również pozyskać pieniądze z „awaryjnej” wyprzedaży. Za działki, których nie sprzedano, wystawi na sprzedaż dwie inne parcele, którymi ponoć już zainteresowani są inwestorzy. Temu zainteresowaniu oczywiście nie ma się co dziwić. Panicznie poszukujący pieniędzy urzędnicy mogą przystać na znacznie gorsze warunki transakcji niż te, które można byłoby osiągnąć, gdyby nie istniała konieczność panicznego łatania finansów miasta. Tak więc w wyniku urzędniczej niekompetencji, przewaga jest po stronie inwestorów. Nie miasta, czyli urzędników, a tym bardziej obywateli – płacących za pomyłki władzy. Ci ostatni akurat zawsze są na straconej pozycji.

Źródło

Państwowy Aparat Represji Poszerza Swoje Uprawnienia

       Sejm przyjął nowelizację ustawy o kontroli skarbowej. Na jej mocy inspektorzy i pracownicy kontroli skarbowej zdobędą nowe uprawnienia dotyczące gromadzenia i przetwarzania danych o podatnikach bez ich zawiadamiania. Dostaną także nowe uprawnienia do stosowania środków przymusu bezpośredniego. Do tej pory mogli w określonych przypadkach używać siły fizycznej oraz indywidualnych technicznych i chemicznych środków lub urządzeń przeznaczonych do obezwładniania i konwojowania osób.
       Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 25 czerwca 2002 r. w sprawie środków przymusu bezpośredniego stosowanych przez inspektorów i pracowników kontroli skarbowej umożliwia skorzystanie przez wybranych inspektorów m.in. z kajdanek, siatek obezwładniających, miotaczy gazu obezwładniającego oraz kolczatek drogowych. Oprócz wyżej wymienionych, wybrani inspektorzy będą mogli używać także pałek służbowych. Zmiany wchodzą w życie z dniem 1 lipca 2010 roku.

Powódź To Tylko Pretekst. Czy Państwo Zażąda Więcej?

Dramatyczna sytuacja państwa uzasadnia zmiany w podatkach – przekonuje były wiceminister finansów, a dziś doradca podatkowy Witold Modzelewski. Choć poprawniej byłoby – dramatyczna sytuacja państwa uzasadnia zmiany w państwie. Jego opinię przynosi „Puls Biznesu”. Główny postulat to podwyżka podatku VAT do 23 proc., gdyż podobno wtedy tylko „sytuacja państwa nie będzie dramatyczna”.
       Receptą na poprawę sytuacji miałoby być podwyższenie stawki podatku VAT, a więc podwyższenie haraczu na rzecz państwa. Ale czy państwo już teraz nie zabiera nam zbyt dużo? Podniesienie podstawowej stawki o 2 pkt proc. dałoby rocznie budżetowi do 10 mld zł. To kwota nie do pogardzenia w coraz trudniejszej sytuacji finansów publicznych. Myślę, że taką podwyżkę rząd umiałby wytłumaczyć obywatelom w dramatycznej sytuacji powodziowej, kiedy mnóstwo ludzi traci dorobek życia i potrzebuje pomocy finansowej. Ponadto ustawa o VAT jest tak zła, że należy napisać nową – mówi gazecie Witold Modzelewski. Tak więc powódź powinna być pretekstem dla państwowej biurokracji, aby zwiększyć ucisk podatkowy? A jak przyjdzie, dajmy na to susza, to co? Kolejna podwyżka? Zastanawiające, że im więcej łożymy na państwo tym mniej jest ono wydolne.  
       Inny postulat to likwidacja ulg w podatkach dochodowych. Także tu profesor proponuje napisanie nowej ustawy – o podatku od wszystkich rodzajów dochodów, bez ulg i zwolnień, ale z możliwością odliczania kosztów uzyskania przychodów. To miałoby objąć także pracowników, którzy – jak zauważa pomysłodawca – dziś są pod tym względem dyskryminowani.
       Ponadto wśród postulatów Witolda Modzelewskiego jest również kontrowersyjny pomysł podniesienia składek na ubezpieczenie społeczne, podczas gdy łożenie coraz to większych sum na ten marnotrawny i w gruncie rzeczy niewydolny system jawi się co najmniej jako niedorzeczność.  

Źródło: PAP

Gdzie Idą Twoje Podatki, Czyli O Kaście Uprzywilejowanych

„Prezydent Jacek Majchrowski nie dość, że zarządza prawie milionowym miastem, to jeszcze pracuje na dwóch uczelniach” – pisze „Dziennik Polski” (za agencją PAP), wyliczając zarobki tego i innych prezydentów miast oraz zastanawiając się jak to wszystko można pogodzić czasowo.
       Zdaniem gazety, prezydent Majchrowski (b. członek PZPR, na czas sprawowania urzędu zawieszony członek SLD) zarabia 161 tysięcy złotych rocznie. Do tego jako profesor Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego (uczelnię tę sam założył, stąd najwyraźniej pracuje tam na bardzo dogodnych warunkach: „na seminarium przychodzi raz w tygodniu” i nie prowadzi wykładów) pobrał w zeszłym roku 207 tys. zł, a jako profesor na Uniwersytecie Jagiellońskim (prowadzi zajęcia „kilka godzin tygodniowo”) zarobił 91 tysięcy złotych. Razem – 459 tysięcy złotych rocznie za trzy etaty. Co ciekawe, pensja Jacka Majchrowskiego jako prezydenta nie jest jednak największym obciążeniem w budżecie miasta. Okazuje się, że aż 29 osób zarabia w Urzędzie Miejskim więcej od niego. Są to różnego rodzaju zastępcy, dyrektorzy i inne synekury, tak popularne w polskim państwie, w którym prawie połowa zatrudnionych osób pracuje w systemie administracyjno-biurokratycznym.
       Prezydent Wrocławia, Rafał Dutkiewicz („bezpartyjny”, lecz kandydaturę w 2002 roku poparła PO, a w cztery lata później sojusz PO-PiS-u), zarabia „tylko” 150 tysięcy rocznie, a prezydent Warszawy, pani Hanna Gronkiewicz-Waltz (PO), za jakże ciężką dla dobra Warszawy pracę oraz za wykłady na Uniwersytecie Warszawskim, otrzymuje 263 tysiące.
       Prezydent Poznania, Ryszard Grobelny (kandydat „niezależny”, choć popierany przez PO, a w tym roku już członek-kandydat tej partii), zarobił razem na stanowiskach miejskich 195 tysięcy.
       Wobec powyższego nie powinno dziwić skąd bierze się taki natłok kandydatów na różnego rodzaju urzędy państwowo-samorządowe.

Kontekst Sprawy Greckiej

Demonstranci w Grecji przypominają mi rozwydrzonego gówniarza w sklepie z zabawkami, który wyje, gryzie, pluje, bo chce kolejną zabawkę, podczas gdy rodzice nie mają już nawet pieniędzy na jedzenie – pisze na swoim blogu Mariusz Waszak z nadzieją, że to koniec „Eurokołchozu”.
Ależ rozróby w tej Grecji! Niewykluczone, że to początek końca waluty euro albo i całego Eurokołchozu. Sytuacja budżetu Włoch, Hiszpanii i Portugalii nie jest wiele lepsza i w każdej chwili i tam żądny pieniędzy podatnika motłoch może wylać się na ulice.
Niestety w tym wypadku rodzicom gówniarza chcą pomóc bogatsze ciotki z zagranicy pod przywództwem Anegeli Merkelowej. Oczywiście niebotyczne pieniądze (z naszych podatków!), które Unia chce podarować Grekom, rozdęta klasa próżniacza (urzędasy) i obszczymury na zasiłkach socjalnych przeżrą bardzo szybko i cała zabawa zacznie się od nowa. Taki zastrzyk gotówki odwlecze tylko agonię fatalnie zarządzanego państwa
.
(…)
Jednak brak pieniędzy nie ograniczy się tylko do krajów południowych – w większości państw Unii podatki są tak wysokie, a uprawnienia związków zawodowych tak wielkie, że mało który przedsiębiorca to wytrzymuje i wolą przenosić produkcję do Chin, Indii lub innej Brazylii. I tam, wraz z produkcją, wędrują pieniądze, zaś rozdęta do granic śmieszności warstwa europejskich urzędasów wkrótce nie będzie miała czym napełnić koryta. I wtedy cała sprawa się rypnie wraz Eurosojuzem, biurokratami i ich socjałkami-opałkami. No i powrócimy do czystego Wolnego Rynku, Kapitalizmu i Wolności. Musimy powrócić lub… zdechnąć. Trzeciej drogi nie ma. Już się nie mogę doczekać!

Przedstawiciele Komunistycznej Partii Grecji rozwiesili na Akropolu transparent
nawołujący do „ogólnoeuropejskiego powstania”. Czyżby jednak „bolszewickie” zamieszki w całej Europie?

Źródło

Na Przeszkodzie Urzędnicy

Rośnie liczba przedsiębiorstw, którym w wyniku błędów organów państwa grozi upadłość, alarmuje „Rzeczpospolita”. Dramat dotyczy setek osób: przedsiębiorców, ich rodzin, pracowników czy wspólników.
Od stycznia do połowy marca tego roku dziesięciu przedsiębiorców (sześciu grozi bankructwo) poskarżyło się Rzecznikowi Praw Obywatelskich na nieprawidłowości w działaniach ZUS, urzędów skarbowych czy wymiaru sprawiedliwości. W tym samym okresie 2009 r. skarg było dwa razy mniej.
Problem może dotyczyć znacznie większej liczby przedsiębiorstw; nie wszystkie takie przypadki są odnotowywane. Skargi najczęściej dotyczą nieprawidłowości w prowadzeniu postępowań przez organy podatkowe, ich przewlekłości i blokowania kont bankowych w celu odzyskania rzekomych należności podatkowych. Należałoby jeszcze wspomnieć o wysokości tych podatków.
Prawo w sposób arbitralny daje urzędnikom władzę nad przedsiębiorcami. Przy źle funkcjonującym wymiarze sprawiedliwości sprawia to, że przedsiębiorca dochodzi swego dopiero po wieloletniej batalii – mówi Andrzej Sadowski z Centrum im. A. Smitha.
Gazeta podaje, że w minionym roku w Polsce ogłoszono 590 postępowań upadłościowych z likwidacją majątku – to o 38,8 proc. więcej niż w 2008 r. Szczęśliwie w skali Europy – gdzie w ub. roku zbankrutowało prawie 240 tys. spółek – do liderów nie należymy. Najwięcej przedsiębiorstw upadło we Francji. 

Źródło

Czytaj również: