Praca Nie Dla Białych. Rasizm Usankcjonowany Prawnie

       Samorząd Bristolu został oskarżony o rasizm. Powodem są dwa wolne stanowiska pracy, na które nie mogą aplikować Biali. Oba z pensją 18 tys. funtów rocznie – podaje „Daily Mail”.
       Rada Bristolu stworzyła dwa miejsca pracy, które mają przygotować do pełnienia funkcji kierowniczych w administracji samorządowej. Chcąc zwiększyć udział mniejszości etnicznych w zatrudnieniu z aplikowania na nie wyłączono białych absolwentów. Oferta dotyczy programu stażowego, który otwiera przed uczestnikami wiele ciekawych możliwości.
       Jeden z szukających pracy, których cytuje „Daily Mail”, nazwał działania rady „totalnym rasizmem”. Myślę, że ta praca byłaby doskonałą okazją, by wykorzystać moje umiejętności i kwalifikacje, jednak, ponieważ jestem Biały, nie mogę aplikować – mówił.
       Samorząd Bristolu zatrudnia 9 tys. osób. 7% z nich należy do tzw. mniejszości etnicznych. Jednocześnie 12% mieszkańców miasta to mniejszości i rada stara się zwiększyć ich udział w zatrudnieniu. Przedstawiciel rady podkreśla, że ogłoszenia przeznaczone dla mniejszości są zgodne z prawem.
       I tak w imię jakichś multikulturowych urojeń oraz uprzedzeń do Białych rezygnuje się z ludzi rodzących perspektywy na przyszłość na rzecz pracowników, których jedynym argumentem w otrzymaniu pracy nie są umiejętności i kwalifikacje, a tylko fakt przynależności do społeczności niebiałej. Jest to jawna dyskryminacja ze względu na pochodzenie, która na dodatek dokonuje się w majestacie prawa. Ale czemu się tu dziwić skoro większość społeczeństwa funkcjonuje w oparciu o nakazy dyktatury politycznej poprawności, które bynajmniej nie znają takich określeń jak „dyskryminacja Białych”. 
       Powyższe rozporządzenie z pewnością nie jest również zgodne ze zdrowym rozsądkiem i racjonalnością. Ale w ogłupionym społeczeństwie, gdzie pusta pochwała dla wielorasowości czy po prostu inności stała się wyznacznikiem humanitaryzmu i nowoczesności, nie wydaje się to mieć wielkiego znaczenia. Pytanie tylko, kto będzie tworzył w przyszłości prawa pozwalające przyjmować do pracy Białych w sytuacji, gdy obecne mniejszości otrzymają status większości? A prognozy demograficzne są niestety pod tym względem mało optymistyczne dla samych rdzennych Europejczyków. Z kolei wszelkim przybyszom i już wcześniej osiadłym tutaj nie-Białym wróżą dodatni przyrost naturalny.

Reklamy

GW: Ukradli Nasze… Bezpłatne Gazety

 

Czy można ukraść darmowe wydania gazety? Agora twierdzi, że tak i prosi o pomoc policję – podaje LechPoznan.Net. Władze Agory są zaniepokojone akcją kibiców „Kolejorza”, którzy postanowili zbierać dziennik „Metro” na makulaturę. To kolejna odsłona bojkotu tego koncernu w Wielkopolsce.
Bojkot mediów Agory w Wielkopolsce trwa. Lechici nie tylko na różne sposoby przekonują mieszkańców Poznania, aby ani nie kupowali gazet z koncernu Agory, ani nawet nie odwiedzali ich portali internetowych. Kibice „Kolejorza” także prowadzą zbiórkę bezpłatnych gazet ze stajni Agory. Mowa tu głównie o dzienniku „Metro”. Fani „Kolejorza” są w swych działaniach bardzo skuteczni. Dowód? Reklamodawcy są zaniepokojeni zmniejszającą się liczbą czytelników, która nie zwraca im już poniesionych kosztów.

Źródło

Nowatorski Sposób Na Walkę Z Bandytami

Rada miejska miasta Gouda dała pieniądze młodym chuliganom pochodzenia marokańskiego. Chcieliśmy uniknąć eskalacji problemów – tłumaczy jeden z radnych, bardzo zadowolony z inicjatywy miejscowych włodarzy.
W grudniu kilkudziesięciu Marokańczyków przyczajało się na przechodniów i okradało ich. Radni Goudy postanowili ich „kupić”, aby nie pałętali się po ulicach w przedświątecznym czasie. Chuligani dostali od miasta 2250 euro na urządzenie sobie przyjęcia – ujawnia sprawę dziennik „De Telegraaf”.
Miasto potwierdza, że zapłaciło, by ukrócić nagminne kradzieże. Młodzi przedstawili nam budżet na swoją imprezę. Poproszono ich, aby podali sumę potrzebną im na opłacenie diskdżokeja oraz na kupienie czegoś do picia i jedzenia. Było dla nas ważne, aby dzielnica była spokojna w okresie przednoworocznym – tłumaczy radny.
Według radnego trzeba było szybko reagować. Chociaż pieniądze zostały dane w gotówce, zostały dobrze wydane. Ostatecznie wszyscy byli zadowoleni – mówi rzecznik miasta. Następnie, w podziękowaniu daliśmy pięciu Marokańczykom prezent w postaci czeków do zrealizowania w księgarni – dodał.
Można by rzec, iż powyższy przykład jest metaforycznym ujęciem podejścia Europejczyków do niebiałych imigrantów w ogóle. Europa płaci, Europa się sprzedaje. Jednakże koszty rosną, a w sytuacji, gdy Europejczyków ubywa, a imigrantów przybywa, ci ostatni zaczną domagać się coraz więcej. I rzeczywiście już to robią, czego chociażby potwierdzeniem podejmowane przez nich starania, aby na przykład ustawowo zatwierdzić ich prawa i obyczaje we właściwych dla poszczególnych krajów systemach prawnych.

Źródło

Państwowa Machina, Czyli Machinacja

54-letni mieszkaniec Nowego Sącza, pan Antoni, od 30 lat zmaga się z wyniszczającą organizm chorobą. Nie poddaje się jednak. Chce żyć jak inni, zdrowi ludzie.
Osiem lat zajęło mu spełnianie marzenia, jakim była budowa własnego domu. Jesienią 2008 roku to marzenie udało się spełnić. Radość z zamieszkania we własnych murach nie trwała jednak długo. Po kilku tygodniach pan Antoni dowiedział się, że musi zapłacić 10 tys. zł kary, bo do tak długo wyczekiwanego domu wprowadził się… za wcześnie.
Nie wiedziałem, że łamię przepisy, nikt mi o tym nie powiedział – zapewnia pan Antoni. Z pisma jakie otrzymał od powiatowego inspektora nadzoru budowlanego dowiedział się, że jego wina polega na… przystąpieniu do użytkowania obiektu bez stosownego pozwolenia.
Pan Antoni zamieszkał w swoim domu na początku września 2008 r., a komplet dokumentów wraz z wnioskiem o odbiór techniczny złożył w połowie października. W międzyczasie nadzór budowlany przeprowadził kontrolę i uznał, że prawo budowlane zostało złamane.
Odwołałem się do wojewódzkiego inspektora, a potem do sądu, ale nic to nie dało – mówi ze smutkiem niepełnosprawny sądeczanin. Rozprawa przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym odbyła się 30 września 2009 r.
Pan Antoni został o niej poinformowany, ale w piśmie zaznaczono, że jego udział nie jest obowiązkowy. Sąd utrzymał w mocy decyzję inspektora już na pierwszej rozprawie, ale sam zainteresowany dowiedział się o tym znacznie później, kiedy minął już termin wystąpienia o uzasadnienie wyroku, a to z kolei było konieczne do wniesienia apelacji. Choć droga prawna była w praktyce zamknięta, pan Antoni nie zamierzał płacić kary, bo nie czuł się winny.
Widząc desperację męża, żona pana Antoniego zapożyczyła się i bez jego wiedzy zapłaciła karę. Niestety, problemy wcale się nie skończyły. Kilka tygodni temu pan Antoni otrzymał pismo z Wydziału Finansowego Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego, że teraz musi zapłacić ok. tysiąca złotych odsetek, bo kara została zapłacona po terminie.
Tracę ochotę, by żyć – mówi pan Antoni. Spłacam kredyt zaciągnięty na dom, żyję z niewielkiej renty. Nie chciałem być dla nikogo ciężarem, ale odbierają mi na to szansę.
Fakt, iż w naszym kraju funkcjonują tak absurdalne przepisy może przerażać. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że człowiek ten musi płacić za fanaberie i chore wymysły państwa (czytaj: polityków i urzędników), które zawsze rzekomo wie, co jest w danym momencie najlepsze dla obywateli. A gdzie się podziała ta zdrowa zasada, iż chcącemu nie dzieje się krzywda? Czy nasze państwo zawsze już będzie pełnić rolę ciemiężcy, gdzie urzędnicy będą doszukiwać się nawet najmniejszych pretekstów, żeby nie tyle ograniczać naszą wolność w tak absurdalnych sprawach jak powyższa, co żeby nas okradać?

Źródło