W Obronie Szarej Strefy

     Represje państwowe i ucisk podatkowy zmuszają przedsiębiorców do szukania najłatwiejszych i najskuteczniejszych mechanizmów obronnych. Wymusza to na właścicielach drobnych firm ukrywanie swoich rzeczywistych dochodów, przez co stają oni w konflikcie z ogólnie pojętym interesem państwowym.

Problem szarej strefy nie pojawił się nagle. Słynny grey market towarzyszy gospodarce od momentu kiedy państwo zaczęło doić przedsiębiorców, kupców i handlarzy. Ucieczka w szarą strefę jest więc odpowiedzią przedsiębiorców na działalność państwa, jest m.in. sprzeciwem wobec wysokich kosztów zatrudnienia. Poza tym nikt też nie chce oddawać swoich pieniędzy komuś kto nie dorzucił nawet złotówki do wypracowanego zysku. W oczach władzy szara strefa jest niepokornym szkodnikiem i jako taka jest zwalczana, a także z polecenia rządu piętnowana przez media i środki masowego przekazu.

Ktoś, kto kiedykolwiek prowadził działalność gospodarczą doskonale wie dlaczego szara strefa na przekór rządowym regulacjom jest tak popularna i systematycznie się rozrasta. Dla wielu ludzi ucieczka w szarą strefę zdaje się być jedynym rozwiązaniem, dzięki któremu mogą przetrwać i funkcjonować na przyzwoitym poziomie standardu życia. Większość drobnych handlarzy nie odprowadza podatku, ponieważ gdyby opodatkować ich działalność okazałaby się ona kompletnie dla nich niedochodowa, musieliby więc swoje, w trudzie zarobione, pieniądze oddać reżimowi. Przedsiębiorcy również nie chcą ponosić tak wysokich kosztów zatrudnienia, uciekając w szarą strefę. Przy świadczeniu wynagrodzeń gotowi są zaspokoić pracownika, a tym samym swój portfel pozostawić bez uszczerbku. Za ten fakt notorycznie obrywa się przedsiębiorcom, których określa się mianem krwiożerczych kapitalistów, którzy nie bacząc na prawa pracownicze chcą jak najmniejszym kosztem dorobić się fortun.

Prawdy trzeba szukać jednak nieco głębiej, winę za to ponosi nadopiekuńcze państwo, którego regulacje w żaden sposób nie wspierają przedsiębiorczości. To państwo jest winne wysokich podatków, to państwo sprawia, że przeciętny Kowalski nie decyduje się na założenie działalności gospodarczej i zmuszony jest porzucić swoje marzenia czy pomysły. Brak dialogu pomiędzy państwem a podmiotami prywatnymi wynika po prostu z niezrozumienia przez państwo sytuacji drobnych ciułaczy. Malejące w ten sposób wpływy do budżetu zdają się obrazować to o czym mówi nam zjawisko tzw. krzywej Laffera. Ukrywanie działalności gospodarczej lub dochodów z jej tytułu stało się już powszechnie obowiązującą normą. Obniżenie stopy opodatkowania może zwiększyć wpływy do budżetu, co empirycznie udowodnił ekonomista Arthur Laffer, doradca prezydenta Reagana. Państwo nie bardzo jednak chce korzystać z dorobku nauk ekonomicznych, zwłaszcza tych wolnorynkowych, które widzą problem interwencjonizmu państwowego. W ten sposób reżim będzie zwalczał szarą strefę, będzie chciał stosować sankcje i kary dla osób uprawiających ten haniebny w świetle państwowej ekonomii czyn. Mimo różnego rodzaju spektakularnych działań i przeprowadzanych akcji urzędów skarbowych i innych pomagierów reżimu szara strefa ma się całkiem dobrze, jej wielkość w miliardach złotych sukcesywnie rośnie, co można zaobserwować na poniższym wykresie:

Źródło GUS

Rządzący nie wyciągają wniosków, być może nawet nie chcą. Doskonale zdają sobie sprawę, że nie pójdą na ugodę z przedsiębiorcami, państwo po prostu chce mieć nad wszystkim kontrolę i nie ma mowy o konsensusie.

Tam gdzie państwo mocno ingeruje w gospodarkę tam szara strefa jest dość dobrze zorganizowana, a jej dochody relatywnie wysokie. Udział szarej strefy w PKB również jest znaczny, jak widać poniżej Polska nie odbiega od innych państw, niewiele brakuje nam do Korei Południowej.

Źródło GUS

Problem leży więc po stronie nadopiekuńczego państwa, tam gdzie przedsiębiorcom nie opłaca się uciekać w szarą strefę tam jej udział w PKB jest zdecydowanie mniejszy, czego ciekawym przykładem są Stany Zjednoczone. Najwyraźniej w kraju wuja Sama opłaca się działać legalnie i odprowadzać podatki z tytułu działalności gospodarczej.

Od 2012 r. GUS będzie wliczał do oficjalnego PKB wartość rynku z szarej strefy, chodzi rzecz jasna o prostytucję, narkotyki i przemyt. Tego typu zalecenie Eurostat zastosował do wszystkich państw wspólnoty europejskiej. Na naszym rodzimym podwórku zjawisko szarej strefy kojarzy się raczej z dworcowym handlarzem starych książek czy pucybutem. I dobrze, działalność takich podmiotów jest pożądana, aby jednak zapewniała należyty dochód i satysfakcję dla osób ją wykonujących musi niestety pozostawać w szarej strefie, nie dlatego, że tak chce, ale dlatego, że w ten sposób jest w stanie przeżyć. W innym przypadku działalność handlarza starymi książkami można by przyrównać do działalności charytatywnej, gdyby opodatkować mu osiągany dochód pewnie niewiele by mu zostało. Skoro są klienci, którzy korzystają to i firma prosperuje. Po cóż więc państwu mieszać się do tego?

W świetle wolnego rynku szara strefa nie jest żadną szarą strefą, to najzwyczajniejsza w świecie działalność rynkowa oparta na pomnażaniu zysku bez dzielenia się z arbitrem, który do szczęścia jest kompletnie nikomu niepotrzebny. W takim przypadku szarej strefy trzeba bronić, nigdy nie wiadomo kiedy sami będziemy zmuszeni do ucieczki w ten rejon naszej aktywności zawodowej. I jeszcze jedna ważna rzecz – grey market nie ma nic wspólnego z tzw. czarną strefą, co usilnie próbują różnego rodzaju państwowi propagandyści narzucić opinii publicznej. Szafowanie słowami i definicjami stało się już normą w dzisiejszym medialnym świecie. Nie dajmy się jednak zwariować. Dopóki istnieje grey market wielu ludzi jest w stanie żyć na przyzwoitym i satysfakcjonującym poziomie, co z kolei bardzo złości agresywnego i nieustępliwego Lewiatana.

Karol Gajewy

http://www.prokapitalizm.pl/w-obronie-szarej-strefy.html

Czytaj również:

Agoryzm – walka w konspiracji