Uwolnić Usługi Medyczne Spod Kurateli Państwa

     W Lublinie powstanie pierwszy „prywatny” (prywatny przynajmniej z nazwy) szpital, który będzie się mieścił przy ulicy Tetmajera 21. Będą w nim przeprowadzane przede wszystkim proste zabiegi, które nie wymagają długiego i złożonego leczenia.

W założeniach szpital będzie obsługiwany przez doświadczoną kadrę specjalistów. Spółka Żagiel Med, która jest odpowiedzialna za budowę szpitala, przekonuje, iż placówka zapewni wszystkim pacjentom świetne warunki pobytu. Czy świetne to się jeszcze okaże, ale można z dużym prawdopodobieństwem założyć, iż na pewno lepsze niż w szpitalach państwowych.

Niestety, ale o szpitalach prywatnych z prawdziwego zdarzenia, a tym samym o wolnym rynku medycznym, możemy tylko pomarzyć. Potwierdza to nawet przypadek tego szpitala, który w przyszłości będzie się starał o kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia. Będziemy więc mieli tu do czynienia z hybrydą państwo-prywatną (model charakterystyczny dla naszej socliberalnej gospodarki), a więc z tym rodzajem współpracy pomiędzy właścicielem prywatnym a państwowym, podczas której ten pierwszy zapewnia sobie przetrwanie na zmonopolizowanym rynku państwowym, a ten drugi żeruje na pacjentach, i tak zmuszanych do obowiązkowych składek na ubezpieczenie społeczne. A wszystko pod kuratelą i czujnym okiem, układających się z jednymi i drugimi, wielkich monopolistycznych koncernów medycznych. Czyli nic prywatnego ani wolnorynkowego, a tym bardziej nic za darmo, bo w sferze lecznictwa publicznego składki i tak płacić trzeba.

Czy kiedyś doczekamy się prawdziwie prywatnych szpitali? Czy sposób myślenia społeczeństwa wyrwie się kiedyś spod propagandowych wpływów urzędników i politykierów, którzy demonizują prywatne lecznictwo na każdym kroku?

Jeśli kiedykolwiek to nastąpi, to w pierwszej kolejności powinny zostać obalone wszelkie mity na temat zarówno prywatnej, jak i publicznej służby zdrowia. Pierwszy podstawowy mit do obalenia – publiczna służba zdrowia jest darmowa. Nic bardziej mylnego. Płacimy przecież przymusowe składki. Poza tym, w porównaniu z prywatnym lecznictwem, państwowa służba zdrowia jest droższa, ponieważ z założenia marnotrawi ona środki finansowe, nie dbając o koszty. Nie podlega ona żadnemu rachunkowi ekonomicznemu ani nie musi liczyć się z oceną swoich usług przez pacjenta, co wymuszałoby podnoszenie ich standardu. Szpitale publiczne toną przez to w długach, a takie przypadki jak przyjmowanie przez pijanego lekarza, odmowa wysłania karetki czy pozostawianie w ciałach pacjentów przyrządów operacyjnych pozostają bez większych konsekwencji. Coś, co działające na konkurencyjnym rynku placówki prywatne zmusiłoby do zamykania działalności, na państwowej służbie zdrowia nie wymusza żadnych zmian. Dodajmy do tego jeszcze marne usługi i chroniczną niewydolność, ale z tego akurat zdaje sobie sprawę chyba większość polskiego społeczeństwa.

Inna kwestia. Publiczna służba zdrowia nie jest dla każdego, bo wyklucza tych najbiedniejszych, a więc osoby, które nie stać na łapówki, ubezpieczenia czy nawet recepty. Mit powszechności służby zdrowia jest kolejnym mitem do obalenia, podtrzymywanym przez politykierów i warstwę uprzywilejowanych, a więc tych, których stać na opiekę medyczną na przyzwoitym poziomie i to naszym kosztem. To właśnie oni skazują obywateli na marnej jakości usługi medyczne. To nikt innym jak właśnie oni firmują system, który nie dość, że zagarnia większość wypracowanych przez nas środków finansowych, to jeszcze domaga się wdzięczności za jałmużnę pod postacią rożnego rodzaju zapomóg czy właśnie niewydolnej publicznej służby zdrowia.

I dlatego warto sobie uświadomić, że gdyby pieniądze na lecznictwo pozostawały w naszych kieszeniach, a rynek usług medycznych został poddany konkurencji (czemu nie, z państwowymi placówkami włącznie) – i więcej byśmy zaoszczędzili pieniędzy, i wygląda na to, że samego zdrowia również.

OSN/InfoSerwis