Niech Rebelia W Tunezji I Egipcie Będzie Narodowa!

     Rebelia ogarnia kraje Afryki Północnej. Po Tunezji przyszła kolej na Egipt. Punktem wyjścia do analizy zaistniałej sytuacji jest w istocie próba udzielenia odpowiedzi na pytanie, czy walka z uciskiem usankcjonowanym terrorem tamtejszej władzy przybierze charakter pronacjonalistyczny i narodowy, tak aby skorzystały na niej narody i wszystkie grupy społeczne. Albowiem w sytuacji zamieszania istnieje zawsze ryzyko, iż cały wysiłek rebeliantów zostanie zaprzepaszczony w wyniku intryg lewactwa, dbającego tylko i wyłącznie o swoje egoizmy klasowe, a uwzględniając specyfikę tamtejszego regionu – w wyniku dojścia do głosu islamistów, którzy z kolei nadają prymat względom fundamentalistyczno-religijnym. Trudno powiedzieć, co dla samych Tunezyjczyków lub Egipcjan mogłoby się okazać przy takim obrocie sprawy gorszym rozwiązaniem – lewackie utopie i wyrzekanie się sprawy narodowej na rzecz wąskiej grupy społecznej czy antywolnościowe paranoje islamskie.
     Po rozpoczęciu zamieszek i obaleniu dyktatury w Tunezji islamscy szowiniści zareagowali błyskawicznie, przypominając o swoim istnieniu. Raz, że podkreślali swoją obecność na ulicach, dwa, że często poprzez kontakty z mediami próbują wywierać presję na opinię publiczną w Tunezji. W tym ostatnim przypadku chodzi m.in. o przebywającego na uchodźctwie w Londynie 69-letniego Racheda Ghannouchi z Partii Ennahda. W telefonicznej rozmowie z agencją prasową AFP Ghannouchi zapowiedział, że jego Partia ma zamiar wziąć udział w tworzeniu nowego rządu Jedności Narodowej, a jak sam stwierdził ma on zamiar powrócić do Tunezji, choć nie podał żadnego konkretnego terminu. Podobnej ofensywy, nastawionej na osiągnięcie wymiernych politycznych korzyści, możemy się spodziewać ze strony fanatyków religijnych z Egiptu, gdzie jeszcze niedawno w ataku na świątynię Al-Qiddissin w Aleksandrii zginęły 23 osoby, a 97 zostało rannych. Oprócz kościoła w Aleksandrii, na liście ekstremistów znalazły się również świątynie z Niemiec i Francji, w których Koptowie zwykli odprawiać nabożeństwa. W kolejce po władzę już ustawiło się Bractwo Muzułmańskie. Widać, iż taktyka tych chorych ludzi wciąż się przeobraża i nie wystarczają im ataki tylko na turystów przyjeżdżających do Egiptu. Jest zatem wielce prawdopodobne, iż będą chcieli oni wykorzystać obecną niestabilną sytuację w Egipcie, aby poszerzyć swoje polityczne wpływy i móc w ten sposób wywierać presję na społeczeństwo. A jak może wyglądać życie ludzi w państwie ukształtowanym na wzór wykładni islamskiej podpowiada nam wiele współczesnych przykładów. I stąd właśnie wszelkie obawy co do przyszłości tej części świata. Zarówno dyktatura proletariatu, jak i dyktatura islamska są wielce niewskazane, a funkcjonowanie jakiejkolwiek z nich mogłoby mieć podobne skutki, jak w przypadku władzy, przeciwko której obecnie toczy się walka. Pocieszeniem jest jednak fakt, iż dla wielu z tych ludzi, którzy pragną zmian w swoich krajach oraz biorą udział w rebelii, wartości narodowe odgrywają pierwszorzędne znaczenie, a cała walka utożsamiana jest ze sprawą narodową, z nastawieniem, aby przyniosła ona korzyść wszystkim, a nie tylko wybranym grupom społecznym. Wiele tunezyjskich i egipskich proporców narodowych w rękach tamtejszych uczestników walk jest w pewnym sensie symptomatyczne dla ogólnych nastrojów ulicy.   

       

     Asumpt do rewolty dała samobójcza próba Mahomet’a Bouazizi’ego. Podpalił się on benzyną przed rządowym budynkiem, a wskutek odniesionych ran zmarł. Jego czyn był aktem desperacji w obliczu wciąż pogarszających się warunków życia i beznadziejnych perspektyw dla młodzieży. Samobójca, nie mogąc znaleźć pracy, sprzedawał warzywa na ulicy, a ponieważ na ten uczciwy zarobek nie otrzymał pozwolenia od władzy, policja nie pierwszy już raz skonfiskowała jego towar. I to było tym czynnikiem decydującym, momentem załamania w obliczu jawnej niesprawiedliwości i ucisku.  
     Mimo złagodzenia rygorów stanu wyjątkowego, w Tunezji wciąż jest niespokojnie. Tunezyjczycy protestują przeciwko bezrobociu, wysokim cenom i korupcji. Tunezyjska prokuratura rozpoczęła śledztwo w sprawie majątku byłego prezydenta Ben Alego i jego najbliższych – zarówno w kraju, jak i za granicą. Będą sprawdzane konta i skarbce należące do Ben Alego, jego żony, szwagra, zięcia i innych członków samozwańczej elity, złodziei żerujących na pracy ludzi. Prokuratorzy chcą się też przyjrzeć dokonywanym przez nich operacjom finansowym. Kilka dni temu podano informację, że rodzina byłego prezydenta Tunezji uciekając z kraju wywiozła ze sobą ogromne bogactwa. Według francuskiego wywiadu, w samolocie, którym uciekała rodzina prezydencka, znajdowało się półtorej tony złota. Tuż przed odlotem z Tunisu żona prezydenta Leila Trabelsi miała udać się do Banku Tunezji i zabrać z jego skarbca sztaby złota wartości 45 milionów euro.     
     Po Tunezji, obecnie w Egipcie trwają zamieszki na ulicach. Protestujący chcą ustąpienia prezydenta Hosniego Mubaraka. To młodzi ludzie, którzy są zdesperowani, bo nie mają szans na pracę, a żyją w biedzie. Egipcjanie zobaczyli też, że można za pomocą protestów doprowadzić do zmiany władzy. Blisko połowa z 80-milionowej ludności Egiptu żyje poniżej lub na granicy ubóstwa, czyli za 2 dolary dziennie lub mniej. Podobnie jak Tunezyjczycy Egipcjanie skarżą się na wysokie ceny żywności, bezrobocie i autorytarne rządy, które zazwyczaj szybko tłumią protesty.