Zidentyfikowano Sprawcę Eksplozji W Kopenhaskim Hotelu

     Po pięciu dniach od zatrzymania udało się duńskiej policji zidentyfikować sprawcę eksplozji w kopenhaskim hotelu. Była ona zapewne przypadkowa i uniemożliwiła realizację planu zamachu terrorystycznego na redakcję gazety „Jyllands Posten”.
     Zidentyfikowanym zamachowcem jest Lors Dukajew, 24-letni Czeczen zamieszkały od pięciu lat w Belgii. Potwierdził to oficjalnie podczas konferencji prasowej w Kopenhadze komisarz duńskiej policji Svend Foldager.
     Dukajewa, który uprawiał w Belgii boks, rozpoznał na opublikowanych w prasie zdjęciach jego były trener. Aby zidentyfikować niedoszłego zamachowca, który posługiwał się trzema odmiennymi paszportami, należy przeprowadzić badania porównawcze DNA oraz odcisków linii papilarnych.
     Nieudana akcja Dukajewa na redakcję „Jyllands Posten” miała być prawdopodobnie kolejną próbą zemsty za zamieszczenie przez ten dziennik przed pięcioma laty karykatur Mahometa.

Źródło: IAR

Reklamy

Fatalna Kondycja Społeczna Niemiec, Czyli Przesłanie Książki „Niemcy Likwidują Się Same” Oraz Reakcja Na Jej Opublikowanie

     Niemiecki naród się kurczy, a społeczeństwo przechodzi jakościowe i kulturowe zmiany w związku z imigracją z krajów muzułmańskich – ocenił członek zarządu Bundesbanku, socjaldemokrata Thilo Sarrazin, prezentując w Berlinie swą najnowszą książkę.
     Książka pt. „Deutschland schafft sich ab” (Niemcy likwidują się same), zawierająca tezy krytyczne wobec integracji imigrantów, budzi kontrowersje i oburzenie. SPD zamierza wykluczyć Sarrazina z partii, a kanclerz Angela Merkel ostrzegła władze banku centralnego (Bundesbanku), że wypowiedzi Sarrazina szkodzą wizerunkowi tej instytucji.
     Sarrazin bronił swojej analizy sytuacji społeczno-gospodarczej w Niemczech. Jak zaznaczył, jest ona poparta empirycznie i logiczna. Ocenił on, że każde pokolenie Niemców jest mniejsze niż poprzednie. Po ponad 1000-letniej historii niemiecki naród jest – czysto ilościowo – na drodze do samolikwidacji – ocenił.
     Jak dodał, społeczeństwo przechodzi też poważne jakościowe i kulturowe przemiany. Imigracja koncentrowała się w minionych dziesięcioleciach w coraz większym stopniu na niewykształconych warstwach z krajów ukształtowanych przez islam – powiedział. Według Sarrazina problemów z integracją nie mają przybysze ze wschodniej Europy czy państw azjatyckich, lecz przede wszystkim 4-6 milionów imigrantów z państw muzułmańskich. Nawet w drugim i trzecim pokoleniu ci imigranci są w mniejszym stopniu zintegrowani, jeśli chodzi o edukację czy rynek pracy – powiedział. Dodał, że można mówić o „równoległym społeczeństwie”.
     Przyczyną tych problemów nie jest pochodzenie etniczne, ale pochodzenie z islamskiego kręgu kulturowego – uznał Sarrazin. Kultura ta ukształtowała ich (imigrantów) w sposób, który nie da się pogodzić ze stylem życia i kulturowymi wartościami świeckiego społeczeństwa. Dodał, że stwarza to dodatkowe socjalne i gospodarcze problemy dla państw europejskich, a koszty socjalne powodowane przez takich imigrantów są większe niż ich wkład w gospodarkę.
     Zdaniem Sarrazina Niemcy już dawno temu powinny prowadzić politykę imigracyjną na wzór USA, Kanady czy Nowej Zelandii, „czyli wysokie wymogi dotyczące kwalifikacji i brak transferów socjalnych”. Wówczas 90 proc. obecnie żyjących w Niemczech muzułmańskich imigrantów w ogóle nie przybyłoby do Niemiec – powiedział.
     Prezentacji książki Sarrazina towarzyszyła demonstracja około 200 osób – członków tzw. organizacji „antyfaszystowskich”, związków zawodowych, zwolenników Lewicy i Zielonych. Rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seibert oświadczył, że „wypowiedzi Sarrazina szkodzą wizerunkowi Bundesbanku zarówno w kraju, jak i za granicą”. Bundesbank musi się nad tym zastanowić – powiedział.
     Nie trzeba było się jednak zbyt długo „zastanawiać”. Zaraz po oświadczaniu rzecznika rządu zarząd Niemieckiego Banku Centralnego postanowił usunąć ze swojego grona Thilo Sarrazina. Bundesbank chce ukarać w ten sposób bankiera za jego wypowiedzi na temat imigrantów. Jest to sytuacja całkowicie normalna dla krajów, w których panuje terror politycznej poprawności, gdzie prawda jest ocenzurowana. W końcu jak to kiedyś ktoś mądrze powiedział: „o imigrantach można wspominać, ale tylko jak o zmarłym – dobrze albo w ogóle”.

Źródło

Muzułmanie Chcą Kolejnego Meczetu W Warszawie

     Ratusz odpowiada, że przecież właśnie jest budowany na warszawskiej Ochocie. Muzułmanie argumentują, że meczet przy rondzie Zesłańców Syberyjskich buduje zupełnie ktoś inny, a nie gmina wyznaniowa. Jest fundowany przez darczyńcę z Arabii Saudyjskiej. Tymczasem polscy muzułmanie pieniądze zebrane na budowę świątyni przekazali w 1939 roku na obronność kraju, a po wojnie utracili podarowaną im przez Piłsudskiego działkę. Grzegorz Bohdanowicz z Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej w Warszawie mówi: „zostaliśmy bez niczego”.
Gmina nie zaprzestaje starań. Zwróciła się do posłów. Liczy na ich mediację zaraz po wakacjach parlamentarnych. Grzegorz Bohdanowicz podkreśla, że chodzi o porozumienie, a nie o kłótnie i spory. „Chcemy ugody z miastem” – wyjaśnia. Miasto odpowiada: polscy muzułmanie mogą kupić z bonifikatą działkę należącą do samorządu warszawskiego. Nie mogą natomiast odzyskać dawnej. Wszystkie możliwe terminy minęły. Marcin Ochmański ze stołecznego Ratusza przyznaje, że powojenna nacjonalizacja i dekret Bieruta „dużo tutaj namieszały”, lecz procedury są jasne. Trzeba kupić coś nowego, ale najpierw rozejrzeć się na rynku nieruchomości.
     Tymczasem przy rondzie Zesłańców Syberyjskich, w dzielnicy Ochota, rośnie inny meczet. Jego budowa wywołała liczne protesty mieszkańców Warszawy, obawiających się, że może on stać się ośrodkiem indoktrynacji wojującego islamu. Sławomir Nosowicz, naczelnik z Urzędu Dzielnicy Ochota, informuje, że ma to być centrum kultury muzułmańskiej wraz z salą modlitewną. Zapewnia, że nawoływań muezina do modlitwy – pięciokrotnego w ciągu dnia – nie będzie słychać na ulicach.
     W Polsce żyje do czterdziestu tysięcy muzułmanów. Korzenie wielu rodzin sięgają polskiego średniowiecza. Budowany właśnie meczet będzie piątą islamską świątynią w Polsce.
     Na myśl przychodzi tylko stare powiedzenie „daj palec, rękę utną”.

Źródło

To Nie Propaganda, To Prawdziwe Oblicze Multikulturalizmu

     Jest taki dowcip: Rok 2018, Niemcy. Policja zatrzymuje faceta, sprawdzają dokumenty, gliniarz jeden do drugiego: Popatrz Ahmed, jakie dziwne nazwisko: Müller.
     Jednakże nie do śmiechu jest z pewnością niemieckim uczniom i ich rodzicom, a ich dramatyczną sytuację przedstawiła ostatnio niemiecka telewizja ARD, która wyemitowała wstrząsający i bulwersujący niemiecką opinię publiczną dokument na temat multi-kulti w szkołach w Nadrenii Północnej-Westfalii. Materiał nakręcony przez dziennikarki telewizji ARD pokazuje tragiczną sytuację niemieckich dzieci w szkole w Essen, gdzie większość stanowią muzułmanie, dzieci imigrantów, w większości z Libanu i Turcji.
     Regularne bicie niemieckich dzieci, mobbing, prześladowanie, zastraszanie ich i szykanowanie, to dzień powszedni w tej placówce. W szkole utworzyły się dwie grupy, jedna licząca 70% dzieci, złożona z imigrantów z Bliskiego Wschodu (Liban, Turcja) i druga 30%, złożona z niemieckich dzieci. Nie trudno się domyślić, kto prześladuje kogo.
     Uczeń szkoły Sebastian (16 lat): Jestem bardzo często bity przez tureckich uczniów. Rozmowa z nimi nic nie daje. Jego matka Anita dodaje: Ostatnio pobili mi syna krzesłem. Dyrektorka szkoły Roswitha Tschüter (58 lat): Winni przemocy w szkole są libańscy uczniowie, ale także Turcy są agresywni wobec Niemców.
     Dziennikarki Nicola Graef (40 lat) i Günar Balci (35 lat), które nakręciły dla ARD materiał, mówią otwarcie: Niemieccy uczniowie oraz imigranci żyją w szkole w totalnej izolacji. To są dwie odmienne grupy. Ten problem jest tu bardzo rozpowszechniony, my same pytałyśmy się w 50 szkołach o pozwolenie nakręcenia reportażu na ten temat. Pozwolenie otrzymaliśmy tylko w tej w Essen. Pozostałe szkoły się po prostu boją, chcą zostać anonimowe. Nauczycielka Brigitta Holfort, która już od 27 lat pracuje w tej szkole, wielokrotnie próbowała negocjować, aby rozwiązać problemy, ale jak twierdzi: Z muzułmanami nie da się rozmawiać. Oni mają zupełnie inną mentalność. A politycy, którzy mówią o kłamliwej propagandzie wokół integracji muzułmanów powinni na 2 tygodnie przyjechać do szkoły i zobaczyć co tu się dzieje.
     Mali Niemcy, którzy są tu w mniejszości, starają się nie prowokować muzułmańskich uczniów, starają się im schodzić z drogi, przemykają bokiem, boją się wypowiadać głośno w klasach, czy na korytarzu. Także przed kamerą. A muzułmanie są butni i bezczelni: Nie mamy zamiaru rozmawiać z niemieckimi szmatami (chodzi o niemieckie nauczycielki), a czas ramadanu jest dla nas czasem walki.
     Muzułmanie posunęli się do tego, że w szkolnej stołówce pluli do posiłków, tym którzy nie uszanowali ich postu. Jedna z nauczycielek w anonimowej wypowiedzi stwierdziła, że imigranci często zarzucają nam Niemcom, że ich dyskryminujemy. W tej szkole jest zupełnie inaczej. Inny nauczyciel, arabskiego pochodzenia, twierdzi otwarcie, że nasze (arabskie) dzieci zupełnie nie akceptują niemieckiego stylu życia. Odrzucają go całkowicie. One są dumne ze swojej tożsamości. O niechby tylko któryś Niemiec spróbował być dumny ze swojej tożsamości, to zaraz by go okrzyknięto „rasistą”.
     Niestety miejscowe kuratorium zdaje się nie dostrzegać problemów w miejscowych szkołach, a takie sytuacje jak opisana, to nie tylko problem Nadrenii Północnej-Westfalii, ale także innych landów w Niemczech.
     I pomyśleć do czego doprowadziła Niemców parszywa poprawność polityczna i uległość wobec obcych, często wrogich nam kultur. A z tej sytuacji płynie jeden, za to bardzo oczywisty wniosek. Uczmy się na błędach innych i wyciągajmy wnioski z tego co dzieje się dziś po drugiej stronie Odry, aby znowu ktoś, gdzieś i kiedyś w niedalekiej przyszłości nie powiedział o nas, trawestując znane przysłowie, że „Polak głupi i przed szkodą, i po szkodzie”.

Źródło

Tolerancja Po Islamsku

     W pakistańskim mieście Faisalabad muzułmanie zamordowali dwóch chrześcijan oskarżonych wcześniej o bluźnierstwo przeciw islamowi i oczyszczonych z zarzutów przez miejscową policję. W Faisalabadzie od kilkunastu dni trwały demonstracje muzułmanów nawołujących do ukarania domniemanych bluźnierców. Na wezwanie płynące z meczetów islamiści zaczęli atakować chrześcijańskie dzielnice miasta.
     Pakistański sąd wysłuchał opinii ekspertów policyjnych, według których podejrzani nie pisali ogłoszeń obrażających zdaniem muzułmanów islam. Gdy obaj bracia opuszczali gmach sądu, dwóch sprawców oddało w ich kierunku strzały, zabijając ich na miejscu. Ranny został także eskortujący ich policjant. Do morderstwa doszło na oczach setek ludzi zgromadzonych przed budynkiem sądu. Władze sprowadziły do miasta dodatkowe oddziały policji oraz jednostek paramilitarnych. Sytuacja w mieście jest cały czas napięta.
     Chrześcijanie obawiają się, że w Faisalabadzie może dojść do pogromów podobnych do tych, jakie miały miejsce w sierpniu ubiegłego roku w niedalekim mieście Gojra. Na podstawie fałszywego oskarżenia o bluźnierstwo muzułmanie podpalili wówczas kilkadziesiąt domów należących do chrześcijan. W płomieniach zginęło kilkanaście osób, w tym kobiety i dzieci.
     Chrześcijanie z Faisalabadu od kilkunastu dni alarmowali, iż w mieście narasta fanatyzm muzułmański i następuje eskalacja gróźb kierowanych pod ich adresem. W mieście mieszka około 100 tysięcy chrześcijan. Wielu z nich opuściło w ostatnich dniach swe domy w obawie przed pogromami. W Pakistanie obowiązuje prawo nakazujące karanie „bluźnierstwa przeciw islamowi”. Zdaniem krytyków umożliwia ono rzucanie nieudowodnionych oskarżeń.
     Pakistan jest republiką islamską, w której muzułmanie stanowią religijną większość.

Źródło: IAR

Muzułmanie W Natarciu

     W Wielkiej Brytanii osoby niewidome z psami przewodnikami są wypraszane z autobusów przez muzułmańskich kierowców i pasażerów. A wszystko przez to, że według islamu psy są zwierzętami „nieczystymi”. Władze brytyjskiego miasta Walsall zasłoniły przeszklenie krytej pływalni, odcinając dostęp do światła słonecznego setkom obywateli, by „chronić przyzwoitość” muzułmanek. Podczas kilkudniowych zamieszek pod Grenoble tłum imigrantów strzelał do policjantów nawet z kałasznikowów. Francuzi znów boją się, że zapłoną przedmieścia wielkich miast. Oto zlepek kilku wydarzeń, jakie miały miejsce w ostatnim czasie w Europie. I nie są to niestety przypadki odosobnione.
     Problem nie dotyczy tylko autobusów czy taksówek, lecz wielu innych miejsc publicznych w Wielkiej Brytanii. Niewidomi, którym towarzyszy pies przewodnik, spotykają się z wrogością ze strony muzułmanów również w sklepach czy szpitalach. Organizacje zrzeszające i pomagające niewidomym podkreślają, że sytuacja staje się „coraz gorsza”. Problem ten stał się nawet przedmiotem debaty w Izbie Lordów (wyższa izba brytyjskiego parlamentu), podczas której sprawę postawiono jasno – kierowca autobusu nie ma prawa z powodów religijnych wyrzucić niewidomego pasażera z psem przewodnikiem, jeżeli zwierzę zachowuje się spokojnie.
     Całą sprawę próbuje łagodzić Muzułmańska Rada Wielkiej Brytanii, która zaapelowała do wiernych, by ci wykazali się tolerancją i elastycznością. Jeżeli pies poliże twoją rękę, to nie jest koniec świata. Po prostu jedź do domu i się umyj – cytuje rzecznika Rady „Daily Mail”.
     Decyzja władz wywołała oburzenie lokalnej społeczności, cieszącej się do tej pory pięknie przeszklonym basenem – 10-letni obiekt Darlaston Leisure Centre otrzymał liczne pochwały za „ultranowoczesny” design. Jednak w wyniku zażaleń wniesionych przez muzułmanów, dziś, 250 okien pływalni spowitych jest ciemną przesłoną. Brytyjczycy twierdzą jednak, że teraz na basenie panuje permanentna ciemność, a decyzję nazywają „oszalałą poprawnością polityczną”. Pauline Poole (65), prawniczka, mówi: wróciłam na pływalnię po operacji katarakty z nadzieją, że będę mogła pooglądać piękne drzewa rosnące wokół obiektu. Zastałam jednak koszmar, który przypomniał mi pochmurne dni sprzed operacji. Skoro decyzja wyniknęła na życzenie mniejszości, dlaczego nie przeprowadzono głosowania?”.
     Czuję się tak, jakbym żył w jakimś Chicago – mówi jeden ze sklepikarzy z Villeneuve, zamieszkanej przez imigrantów miejscowości na przedmieściach Grenoble. W ciągu ostatnich miesięcy obserwował, jak wojna imigranckich gangów przybierała na sile, mnożyły się napady i uliczne bójki. Pewnego dnia wszystko eksplodowało. Młodzi imigranci wyszli na ulicę i zaczęli bić się z policją. Bilans kilkudniowych starć: 80 spalonych samochodów, kilkunastu rannych oraz kilkadziesiąt splądrowanych sklepów. A zaczęło się tak samo jak podczas zamieszek, które w poprzednich latach wybuchały na zamieszkanych głównie przez imigrantów przedmieściach francuskich metropolii. W piątek dwóch Francuzów arabskiego pochodzenia z Villeneuve napadło na kasyno pod Grenoble, skąd zrabowali 40 tys. euro. Podczas ucieczki zaczęli strzelać do ścigających ich policjantów. Ci odpowiedzieli ogniem i zabili jednego z rabusiów.

Źródło: wp.pl, euroislam.pl