Walka Węgrów O Niezależność

     Komisja Europejska nasiliła w środę presję na Węgry, zapowiadając otwarcie procedur karnych w celu wymuszenia zmiany nowych węgierskich przepisów, budzących niezadowolenie wśród unijnych urzędników. Decyzja ta jest motywowana chęcią utrzymania kontroli nad Węgrami przez ponadnarodowe i niedemokratyczne ośrodki władzy, w tym wspomnianą KE. Ostateczne postanowienia ze strony KE mają zapaść w przyszłym tygodniu.

W dobie kryzysu finansowego, gdy urzędnicy unijny dążą do zwiększenia kontroli nad finansami poszczególnych krajów europejskich, szczególnie niekorzystnym dla nich rozwiązaniem jest uzyskanie przez Węgrów większej kontroli nad ich własnym bankiem centralnym, co z kolei przez KE określane jest propagandowym sformułowaniem „ograniczania niezależności” tegoż banku.

 „Jako strażniczka traktatów Komisja ubolewa, że niektóre z nowych przepisów mogą naruszać prawo unijne” – głosi komunikat KE. Komisja wezwała w nim, by Węgry jak najszybciej same dokonały zmian przepisów, atakując w ten sposób niezależność Węgrów do samodecydowania o swoim kraju.

Czas pokaże czy ponadnarodowe i antydemokratyczne struktury unijne wymuszą na Węgrach podporządkowanie się brukselskim interesom, co na pewno odbiłoby się niekorzystnie na niezależności tego kraju. Jak na razie jednak tamtejszy premier – Viktor Orbán, stara się prowadzić swoją niezależną od ponadnarodowych korporacji i unijnych biurokratów politykę, nie godząc się na podporządkowanie Węgier globalistycznym grupom interesów.

Na podstawie: „PAP”

Sławomir Gródecki

Autor tej wiadomości jest działaczem Aktywu Lubelskiego Opcji Społeczno-Narodowej

Reklamy

Kto Odpowiada Za Kiepską Kondycję Demograficzną Polski?

     W kraju nad Wisłą mieszka nas już tylko 37,2 mln. Wkrótce może ubyć kolejny milion.

Tak dużego ubytku ludności naszego kraju jak w ostatnich latach nie było od zakończenia drugiej wojny światowej. Okazuje się, że w Polsce żyje 37,2 mln osób, a już za pięć lat ich liczba może się zmniejszyć o kolejny milion. To zjawisko już ma poważne konsekwencje dla wskaźników opisujących naszą gospodarkę.

GUS podał na podstawie spisu powszechnego, że w Polsce mieszka 38,3 mln osób. Ale to tylko liczba osób zameldowanych w naszym kraju. Tych, którzy rzeczywiście przebywają nad Wisłą, jest znacznie mniej. Bowiem ci, którzy wyjechali za granicę i przebywają tam co najmniej rok, są zaliczani do ludności kraju, w którym przebywają. Stąd też według danych GUS obliczonych na podstawie spisu w marcu było w Polsce 37,2 mln osób zaliczanych do ludności rezydującej (rzeczywiście zamieszkałej). To oznacza, że w ostatnich latach ubyło 1,1 mln osób i jest to największy ubytek populacji od czasów drugiej wojny światowej – mówi prof. Krystyna Iglicka, demograf i ekonomista z Centrum Stosunków Międzynarodowych. To ubytek porównywalny z emigracją po stanie wojennym. Dodaje, że w związku z tym będą musiały być zweryfikowane wszystkie scenariusze rozwoju gospodarczego, społecznego i demograficznego, bo były one konstruowane przy założeniu, że jest nas ponad milion więcej.

Eksperci są przekonani, że również w przyszłości Polska będzie się wyludniać, nie tylko dlatego, że będzie się rodzić coraz mniej dzieci. Już za pięć lat liczba ludności Polski może się skurczyć o kolejny milion, do 36,2 mln – ocenia prof. Iglicka. Dodaje, że może się tak stać, ponieważ mamy do czynienia z kolejnymi falami wyjazdów Polaków za granicę i z roku na rok przybywa takich, którzy przebywają za granicą ponad rok.

Tak więc w ogólnej perspektywie konsekwencje takiego stanu rzeczy dla naszego kraju są fatalne. Ale czy powoduje to jakąkolwiek reakcję ze strony obecnego rządu? Oczywiście nie, gdyż zarówno ten, jak i pozostałe ekipy są bardziej zainteresowane celami doraźnymi i korzystnymi dla ich partii, a nie realną poprawą położenia Polaków. Władzy taka sytuacja jest niejako na rękę, gdyż masowa emigracja raz, że w jakimś stopniu eliminuje problem masowego bezrobocia, a dwa, że poprawia statystki ekonomicznego rozwoju Polski. Choć są to oczywiście tylko statystyki, które całkowicie przekłamują naszą rzeczywistość. Na przykład według opublikowanych na początku roku przez Eurostat danych, w 2010 r. PKB liczony na mieszkańca naszego kraju wyniósł 9300 euro. Jeśli jednak uwzględni się zmiany w liczbie ludności (jej ubytek), to osiągnął on poziom 9600 euro – szacuje „DGP”. Poprawi się też na przykład wskaźnik zatrudnienia, korzystniejsze też będą wskaźniki mówiące między innymi o eksporcie liczonym per capita czy też o liczbie mieszkań na 1000 ludności lub o poziomie wyposażenia gospodarstw domowych w różne dobra. I może stąd brak jakiejkolwiek chęci do przeciwdziałania spadającej liczbie Polaków, skoro dla rządzących na papierze wszystko tak ładnie wygląda?

W sumie Polska na tym traci – ocenia prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. Bo, jak podkreśla, ci, którzy wyjechali, mogliby przyczyniać się do wzrostu zamożności naszego kraju, gdyby mieli pracę. Pożytek ten mógłby być znacznie większy od tego, jaki wynika z faktu, że emigranci przysyłają co roku do naszego kraju od kilkunastu do ponad 20 mld zł. Więcej warci byliby tu, na miejscu.

Na podstawie: „Dziennika Gazety Prawnej”

Sławomir Gródecki

Autor tej wiadomości jest działaczem Aktywu Lubelskiego Opcji Społeczno-Narodowej

Banda „Jedna Rosja”

     Jednym z powodów wyborczego fiaska Jednej Rosji jest to, że partia ta zorganizowana jest, moim zdaniem, nie jak partia polityczna, ale jak uliczna banda – pisze rosyjska dziennikarka opozycyjna Julia Łatynina.

Rozważmy kilka przypadków.

Pierwszy przypadek. W sierpniu 2005 roku niejaki poseł Pastuchow przyjechał do permskiej wioski otworzyć szkołę; tam na miejscu zaprowadził do pustej klasy jednego z chłopców i zgwałcił. Pastuchowa posadzili, ale nie na długo: kara, którą odbywał, polegała na zameldowywaniu się od czasu do czasu w kolonii karnej, do której dojeżdżał swoim Land Roverem, a wkrótce w ogóle został zwolniony.

Drugi przypadek – zeznania zabójców Busygina i Bragina, którzy w 1997 roku zabili niejakiego Wasilija Karelina, kandydata na stanowisko mera Gelendżyka. Przestępców złapano. Gdy zleceniodawca nie zapłacił im za zabójstwo i nie wydostał z więzienia, obrazili się i podali jego imię. Według nich zabójstwo zlecił rywal Karelina, Ozerow, obecnie, naturalnie, członek Jednej Rosji. Ozerow nie poniósł żadnych konsekwencji.

Trzeci przypadek – historia sprzedawczyni Gulnary, która w 2008 roku w Saratowie postanowiła odejść z pracy, gdyż nikt jej za nią nie płacił. W celu wyjaśnienia sprawy właściciel straganu, Władimir Owczinnikow zaprosił ją do mieszkania, w którym oprócz niego znajdował się jego znajomy, syn członka Jednej Rosji Radajewa, szefa saratowskiej okręgowej Dumy. Gulnara zeznała, że tam zaczął się prawdziwy koszmar. „Złota młodzież” nie tylko ją zgwałciła, ale też długo i okrutnie się nad nią znęcała, mówiła, że należy jej się to „za żywota”, że ją zabiją i nikt im nic za to nie zrobi. Dziewczynę uratowało tylko to, że jej przyjaciel wiedział, dokąd poszła i razem z gliniarzami wdarł się do mieszkania. A dalej było jak w filmie „Strzelec wyborowy”. Gdy tylko wyszło na jaw, że w mieszkaniu znajduje się syn posła Radajewa, od razu okazało się, że dziewczyna jest prostytutką, że „sama dała” itd.

Takich historii jest całe mnóstwo. Jeszcze jeden przykład – historia mera Astrachania, członka Jednej Rosji Sergieja Bożenowa. Za rządów tego człowieka w mieście spłonęło 60 domów wraz z 28 lokatorami – i, oczywiście, po pożarach merostwo korzystnie sprzedało zwolnioną ziemię pod budowę. 28 trupów – to więcej ofiar, niż w niektórych atakach terrorystycznych. I co? I nic. Podczas wyborów mera Astrachania w 2009 roku zwolenników rywala Bożenowa, członka Sprawiedliwej Rosji Olega Szeina zastraszano; nie tylko ze strony władzy, ale ze strony najprawdziwszych bandytów. Czytaj dalej

Upadające Firmy I Niesprawny System

     Utrzymać się w Polsce ze swoim własnym biznesem nie jest łatwo, co potwierdzają chociażby dane Eurobarometru, z których wynika, iż Polska posiada drugi, najwyższy po Hiszpanii, wskaźnik porażek biznesowych spośród wszystkich krajów UE.

Według analizy ekspertów, najwięcej upadłości lub likwidacji dotyczy właśnie małych przedsiębiorstw. Procentowo równa się to liczbie 74, podczas gdy upadłość lub likwidacja przedsiębiorstw średniej wielkości plasuje się na poziomie 15%, a w przypadku dużych firm 12%. Tylko w 2010 roku z rejestru REGON zniknęło ponad 260 tys. firm.

Dodatkową bolączką przedsiębiorców jest w takiej sytuacji złe prawo upadłościowe, w czym zawiera się m.in. przeciąganie spraw sądowych o upadłość firmy. Sprawy takie mogą trwać nawet 3,5 roku.

W związku z powyższym samoczynnie nasuwa się pytanie: czy „Przyjazne Państwo” dostrzega w tym jakiś problem dla ekonomicznego rozwoju Polski? Chyba raczej nie, skoro urzędników państwowych zajmują bardziej takie oto sprawy: http://opcja.wordpress.com/2011/11/04/przyjazne-panstwo-raczej-policyjne-panstwo-podkradajace-panstwo-poronione-panstwo/.

Dodajmy do tego kolejny przypadek urzędniczej niekompetencji i marnotrawienia środków publicznych, który wiąże się z wydaniem 1,5 mln zł na bezużyteczną platformę internetową.

Chodzi o system Rządowego Procesu Legislacji (RPL), który miał dawać zainteresowanym możliwość zapoznania się z projektami ustaw i zgłaszanymi do nich uwagami, ale też wprowadzanymi poprawkami. Zamiast tego jest duża baza z przygotowywanymi zmianami legislacyjnymi i dołączonymi dokumentami, która zamiast zwiększyć transparentność legislacji, jeszcze bardziej ten proces zaciemnia, co zgodnie potwierdzają specjaliści i znawcy tematu.

Zdobywać Wiedzę O Gazie Łupkowym

     Ostatnio zarówno w całej Polsce, jak i bezpośrednio w naszym regionie zrobiło się dość głośno odnośnie ewentualnego wydobywania gazu łupkowego. Warto zwrócić uwagę, że wokół tego tematu powstało już wiele mitów, a to głównie za sprawą mass mediów, przekazujących szczątkowe lub nieprawdziwe informacje dotyczące tego zagadnienia.

Pożądanym jest, aby społeczeństwo polskie zainteresowało się tym tematem w stopniu na tyle wystarczającym, by zapewnić sobie w miarę szeroką wiedzę o ewentualnych zyskach lub stratach ekonomicznych, tudzież zagrożeniach zdrowotnych wynikających z samego procederu wydobywania gazu łupkowego.

Po części temu celowi służą różnego rodzaju spotkania w sprawie gazu łupkowego, a te powinny mieć coraz częściej miejsce, szczególnie w okresie wzrostu zainteresowania jego wydobyciem przez wiele osób czy instytucji, również zagranicznych. Ludzie uczestniczący w tego typu spotkaniach powinni mieć oczywiście świadomość, że część z nich będzie organizowana przez tych, którzy na gazie łupkowym chcą po prostu zbić interes, dlatego będą istnieć podejrzenia, iż osoby te będą uciekać się do manipulacji i zakłamywania rzeczywistości.

Czy akurat do tej kategorii spotkań można zaliczyć te ostatnie, które na temat gazu łupkowego zorganizowała w Grabowcu i Frampolu europosłanka Lena Kolarska-Bobińska? Na to pytanie muszą już sobie odpowiedzieć sami uczestnicy tych spotkań, czyli mieszkańcy wspomnianych miejscowości. Z pewnością ważna była ich postawa obywatelska i głos, jaki zabrali w dyskusji, która jakby nie patrzeć dotyczyła ich przyszłości. Dlatego ich pytania nie mogły pominąć tak zasadniczych kwestii jak chociażby ewentualne zanieczyszczenie wody związane z wydobywaniem gazu łupkowego, a także związane z tym inwestycje.

W związku z powyższym zachęcamy do śledzenia tematu i ciągłego poszerzania swojej wiedzy odnośnie gazu łupkowego. Problemy z tym związane dotyczą wielu dziedzin naszego życia – od zdrowia począwszy, a na względach ekonomicznych skończywszy. Logiczne, iż przy tak skomplikowanym i zawiłym temacie nie można opierać swojej wiedzy tylko i wyłącznie na szczątkowym bądź nieprawdziwym przekazie mass mediów.

Dlatego z tego miejsca zachęcamy do obejrzenia poniższego filmiku, a jego przekaz radzimy potraktować, jako jeden z wielu głosów w toczącej się debacie, czy może raczej – walce interesów.

Kto Wspiera Bandytów?

     Na portalu Fronda.pl ukazał się ciekawy artykuł dziennikarza Aleksandra Majewskiego. Zostały w nim opisane związki pomiędzy Gazetą Wyborczą a lewackimi bandytami, jak i bezkarność tych ostatnich, mogących z kolei liczyć na policyjne wsparcie przy tuszowaniu ich bandyckich wyczynów.

Gdy zacząłem zajmować się tematyką skrajnej lewicy nie przypuszczałem, że moje życie nabierze nieco bardziej dramatycznego charakteru. Sprawa zeszłorocznego brutalnego pobicia pasażerów pociągu, jadących na Marsz Niepodległości, to tylko jeden z wielu aktów przemocy ze strony tzw. „antyfaszystów”, tuszowanego przez odpowiednie organy i media. Wielomiesięczne śledztwo doprowadziło mnie do zatrważających rezultatów – pisze Aleksander Majewski.  

Czytaj więcej

Przyjazne Państwo?!? Raczej Policyjne Państwo, Podkradające Państwo, Poronione Państwo!

     Posłowie chcą wprowadzić wyższe kary dla ulicznych sprzedawców, określanych w terminologii państwowej mianem „nielegalnych handlowców”. Wysokość mandatu wzrośnie nawet dziesięciokrotnie. Straż miejska będzie mogła karać grzywną do 5 tys. złotych. Przygotowana przez „Przyjazne Państwo” nowelizacja kodeksu wykroczeń wejdzie w życie już 19 listopada. Tak oto państwowi złodzieje pragną zapewnić sobie dochody kosztem najbiedniejszych. Ludzi zarabiających na życie będą wysyłać po zasiłki, nazywając to jednocześnie „walką z bezrobociem”. „Przyjazne Państwo”? Państwo, które narusza swobody obywatelskie i chce decydować o człowieku, okradając go z ciężko zarobionych pieniędzy, na pewno nie jest przyjazne.

Teraz karanie handlarzy jest utrudnione. Od czerwca zeszłego roku straż miejska nie może karać mandatami za handel. Pomysłowość państwowych złodziei jednak nie zna granic. Dlatego funkcjonariusze radzą sobie w inny sposób. Możemy poprosić sprzedawcę, by pokazał wpis do ewidencji działalności gospodarczej. Jeśli nie ma założonej firmy, to możliwy jest mandat do 500 złotych – tłumaczy w rozmowie z e-prawnik.pl Monika Niżniak, rzeczniczka warszawskiej straży miejskiej. Istnieją też inne sankcje. Przykładowo osoba, która nie posprząta za sobą, może odpowiedzieć za zaśmiecanie. Na podstawie przepisów kodeksu cywilnego ulicznym sprzedawcom można też skonfiskować towar. Odzyskują go, gdy zapłacą za jego przechowywanie. Jednakże nowe przepisy powodują, iż uliczni handlarze muszą teraz liczyć się z tym, że sąd będzie miał prawo orzec przepadek rzeczy, które były sprzedawane. Stanie się tak nawet wtedy, gdy nie będą one własnością sprzedającego.

Państwowi złodzieje żalą się jednak, że wspomniane kary nie odstraszają handlarzy. Grzywna nawet w maksymalnej kwocie jest przez nich traktowana jako koszt prowadzonej działalności – twierdzą posłowie, którzy postanowili skończyć z uliczną sprzedażą.

I stąd zmiany. Zgodnie z nimi: kto prowadzi sprzedaż na terenie należącym do gminy lub będącym w jej zarządzie poza miejscem do tego wyznaczonym przez właściwe organy gminy, podlega karze grzywny. Na stronie MSWiA pojawił się natomiast projekt nowelizacji rozporządzenia w sprawie wykroczeń, za które straż miejska może wypisywać mandaty. Dokument, który również ma obowiązywać od 19 listopada, pozwoli strażnikom nałożyć grzywnę właśnie za wspomnianą sprzedaż. Oznacza to, że uliczni sprzedawcy będą karani dotkliwiej niż obecnie. Strażnik będzie mógł wypisać od 20 złotych do 5 tys. złotych grzywny. Teraz funkcjonariusz mógł ukarać kwotą do 500 złotych. Tak więc jak widać na podstawie powyższego – państwowy aparat represji jak zwykle skoordynowany i skuteczny. Oczywiście tylko w tych aspektach naszego życia, które niosą ze sobą korzyść dla państwowych urzędników – nie społeczeństwa.

Państwowcy argumentują swoją politykę rabunkową koniecznością zapewnienia „uczciwej konkurencji”. Jest to stwierdzenie wyjątkowo bezczelne, jeśli wziąć pod uwagę, iż to właśnie państwowa biurokracja wydatnie ogranicza tą konkurencję swoją kontrolą i rozporządzeniami. Niech „przyjazne państwo” ograniczy wydatnie biurokrację i uwolni gospodarczą energię Polaków spod odgórnej kontroli, a sformułowanie „nielegalny handlowiec” czy „nielegalna konkurencja” automatycznie stracą rację bytu. Wiadomo jednak, że nie o „uczciwą konkurencję” w tym wszystkim chodzi, a jak zostało już podkreślone – o subsydia dla urzędniczych darmozjadów kosztem najbiedniejszych. Dodajmy, iż być może nawet kosztem tych najdrobniejszych handlarzy, albowiem ze znowelizowanego kodeku wykroczeń wykreślono podczas prac parlamentarnych zapis, na podstawie którego strażnik miał nie wypisywać mandatów sprzedawcom grzybów, jagód, pietruszki czy innych drobnych produktów pochodzących z ogródka lub własnej uprawy.

Przeczytaj również:

„Bez Nadzoru Państwowego Niech Nie Będzie Niczego!”