Zobaczyli Diabła?

     Do kuriozalnej tragedii doszło w niewielkim miasteczku La Verriere pod Paryżem we Francji. Po tym, jak mieszkańcy jednego z domów wzięli nagiego, czarnoskórego mężczyznę za diabła, cała rodzina wyskoczyła przez okno. Zginęło małe dziecko, a kilka osób trafiło do szpitala.
     Wieczorem grupa 13 osób w mieszkaniu socjalnym w miejscowości La Verriere oglądała telewizję w pokoju, kiedy jeden z mężczyzn usłyszał płacz dziecka. Mężczyzna był czarnoskóry i nagi. Chciał uspokoić dziecko. Kiedy zaczął przygotowywać dla niego butelkę jego żona zaczęła krzyczeć: „To diabeł. To diabeł!”.
     W pokoju powstało zamieszanie. Bratowa zraniła nagiego domownika nożem i wypchnęła go za drzwi. Kiedy próbował wrócić do pokoju wybuchła panika. Przerażeni domownicy wzięli go za diabła i zaczęli wyskakiwać z trzeciego piętra przez okno. Jak podaje policja, jeden z mężczyzn wyskoczył trzymając w ramionach 2-letnie dziecko. W sumie wyskoczyło 11 osób.
     Początkowo informowano, że nikt nie zginął, lecz później media podały, że śmierć poniosło 2-letnie dziecko, a kilka osób odniosło poważne rany i trafiło do szpitala. Na wszelki wypadek umieszczono ich w salach na parterze – czytamy w serwisie kp.ru.
     Podano również, że do incydentu doszło w czasie seansu spirytystycznego, lecz ostatecznie śledczy nie znaleźli dowodów na to, że miał on miejsce. Policja wciąż ustala okoliczności tego dziwnego zdarzenia.

Źródło

Reklamy

To Się Nie Sprawdziło…

     W końcu socjaliści przyznali, że integracja muzułmanów ze społeczeństwami europejskimi jest niemożliwa. A przyznała to sama Angela Merkel.
     Kanclerz Merkel unika tego określenia, ale na kongresie młodzieżówki swojej partii Junge Union nie pozostawiła wątpliwości, że budowanie w Niemczech społeczeństwa wielokulturowego należy włożyć między bajki. To się nie sprawdziło, kompletnie się nie sprawdziło – oceniła pani kanclerz, żądając od imigrantów, by nie opierali się integracji i uczyli języka niemieckiego. Co pozostaje Niemcom: przymusowa integracja lub wykopanie opornych. Jedno rozwiązanie mniej prawdopodobne od drugiego.

Uczniowie Imigranci Prześladują Swoich Niemieckich Rówieśników

     Jeszcze nie przebrzmiały echa skandalu w jednej ze szkół w Essen, jaki wstrząsnął niemiecką opinią publiczną, a już światło dzienne ujrzał kolejny równie bulwersujący przypadek, tym bardziej że w tym wypadku chodzi w ewidentny sposób o rasizm.
     Alarm tym razem podniosły Związki Zawodowe Nauczycieli. Z tego też powodu zwołano w Berlinie seminarium z udziałem 50 pedagogów na temat: „Nienawiść wobec Niemców w niemieckich szkołach”. Do prasy wyciekły pikantne szczegóły na temat tego, co dzieje się na co dzień w niemieckich szkołach w Berlinie. W czasie dyskusji głos zabrali dwaj nauczyciele z dzielnicy Kreuzberg z Berlina, która w sporej części zasiedlona jest przez islamskich imigrantów z Turcji, Bliskiego Wschodu czy Afryki Północnej. W szkole, w której pracują obaj pedagodzy, na 120 uczniów uczęszcza tylko 7 Niemców. Mali niemieccy uczniowie są regularnie ośmieszani, wyszydzani oraz zastraszani przez swoich muzułmańskich kolegów. Wręcz pyta się ich „czego szukają w tej szkole”. Mali muzułmanie czują się tu tak jakby byli u siebie, a to Niemcy byliby imigrantami. W razie konfliktów z niemieckimi uczniami mali imigranci otrzymują natychmiastową pomoc ze strony swoich współziomków bądź rodzin.
     Jeden z uczestników sympozjum – wiceprzewodniczący GEW otwarcie stwierdził, że tureccy uczniowie wyzywają małych Niemców od  „köpekler”, co oznacza tyle co pies, a niemieckie nauczycielki są otwarcie wyzywane od niemieckich szmat. Jedna z nauczycielek z dzielnicy Neukölln z Berlina stwierdziła, że już od pierwszych klas niemieccy uczniowie są wyzywani przez małych muzułmanów jako „pożeracze świń”. Dodatkowo dzieci miały zachowywać się tak, aby nie łamać islamskich reguł „haram”.
     Niemieccy uczniowie już w przedszkolu poznają reguły gry, uczą się, aby swoim islamskim kolegom nie wchodzić w drogę. Każdy kto jest pilniejszy w nauce, ma dobre oceny, mówi płynnie po niemiecku czy też z szacunkiem odnosi się do nauczycieli staje się wrogiem w klasach, w których dominują liczebnie imigranci. Szykanowanie, prześladowanie czy bicie niemieckich uczniów to coraz częściej smutna rzeczywistość w niemieckich szkołach dzięki promocji multikulturalizmu.
     Inny z nauczycieli z dzielnicy Neukölln podał przykład ze swojej szkoły, gdzie kilku niemieckich uczniów prosi, aby w czasie przerwy mogli pozostawać sami w klasach, chcąc w ten sposób chronić się przed  prześladowaniami. Znamienny jest przykład ucznia Domitiana, który miał to nieszczęście, że zmieniając szkołę trafił do takiego gimnazjum, gdzie w klasie na 29 uczniów było tylko dwoje Niemców. On i jedna koleżanka, a reszta to uczniowie pochodzenia arabskiego i tureckiego. Już od samego początku był szykanowany, obrażany i prześladowany za to, że miał jaśniejszą barwę skóry, jaśniejsze włosy, czy za to, że był pilniejszy w nauce oraz że odnosił się w kulturalny sposób do pedagogów. Zarzucano mu, że nie mówi po niemiecku tak jak inne dzieci, tzw. niemiecko podobnym dialektem z mieszaniną obcych wyrazów. Został natychmiast odtrącony przez grupę do tego stopnia, że każde jego wyjście do szkoły było dla niego koszmarem. Coraz częściej chorował, coraz częściej opuszczał szkołę… a po interwencji jego matki niemieccy nauczyciele sami jej doradzili, aby jej syn zmienił szkołę. Ostatecznie Domitian kolejny raz zmienił szkołę, teraz chodzi do klasy, gdzie uczęszcza tylko dwóch obcokrajowców, a zajęcia w klasie wyglądają jak w normalnym cywilizowanym kraju. I z optymizmem patrzy w przyszłość mając nadzieję, że koszmar jaki przeżył już się nigdy nie powtórzy.

Czytaj również:

Monitorowanie Działalności Imigrantów W Polsce, Cz. 3

Zmiany Na Mapie Ośrodków Dla Cudzoziemców

     Siedem ośrodków dla cudzoziemców w Polsce przestanie od października istnieć, powstaną natomiast dwa nowe, specjalistyczne – to wynik przetargu rozstrzygniętego przez Urząd ds. Cudzoziemców. Nie będzie m.in. ośrodka w Łomży, gdzie przebywali Czeczeni.
     Jak poinformowała rzeczniczka urzędu Ewa Piechota, na Podlasiu zlikwidowane zostaną 3 ośrodki: 2 w Białymstoku i właśnie w Łomży. Przestanie także istnieć ośrodek w Bytomiu oraz 3 placówki na Mazowszu: w Radomiu, Pustych Łąkach i w Smoszewie. Ogółem w Polsce będzie 14 ośrodków dla cudzoziemców.
     Mają powstać dwa nowe ośrodki (nie podała jeszcze gdzie) przeznaczone dla kobiet i dla matek z dziećmi oraz ośrodek dla osób wymagających szczególnej opieki, np. inwalidów czy osób po różnych traumatycznych przejściach.
     Likwidacja ośrodków oznacza, że imigranci z zamykanych placówek będą mogli sobie wybrać inny ośrodek w Polsce i zostaną tam przeniesieni. Inny wybór, to – jak tłumaczy Ewa Piechota – możliwość otrzymywania od urzędu pieniędzy na wyżywienie i zakwaterowanie. Wtedy, jeśli dane osoby chcą pozostać w miastach, w których przebywają obecnie, same muszą wynająć sobie mieszkanie.
     Na Podlasiu sporo kontrowersji było w ostatnich miesiącach wokół ośrodka w Łomży. Likwidacji tej placówki chcieli mieszkańcy miasta, dla których sąsiedztwo Czeczenów stało się uciążliwe. O likwidację wnioskowali jesienią 2009 roku do Urzędu ds. Repatriacji i Cudzoziemców. W marcu 2010 Urząd przyznawał, że może dojść do likwidacji ośrodka w Łomży „ze względu na napięcia i nastroje”. Jak powiedziała Piechota, oferta na ośrodek w tym mieście odpadła w przetargu na prowadzenie ośrodków ze względów formalnych. Koperta z ofertą nie była bowiem prawidłowo oznakowana zgodnie z wymogami przetargu i dlatego została przedwcześnie otwarta, przez co odpadła z przetargu.