Biała Rasa Stopniowo Zanika W Stanach Zjednoczonych

       Co najmniej jeden na trzech Amerykanów nie jest Biały – wynika z najnowszego spisu ludności przeprowadzonego w Stanach Zjednoczonych. Prognozy demograficzne mówią, że kolorowa ludność już w połowie tego wieku stanie się większością w USA.
       Tylko w ostatnim roku odsetek osób zaliczanych do mniejszości etnicznych wzrósł o 2,5 proc. – do 107,5 mln. Stało się tak głównie dzięki rosnącej liczbie urodzeń wśród ludności latynoskiej oraz w grupie osób, które określają się same jako „wielorasowe”. Wolniej rośnie odsetek czarnoskórych Amerykanów. W ostatnim roku o mniej niż jeden procent – do 37,7 mln.
       W tym samym czasie liczba ludzi określających się jako Biali pozostawała na tym samym poziomie, co oznacza, że ich udział procentowy spada. Jeszcze w roku 2000 odsetek Białych wynosił 79 proc., a obecnie zmniejszył się do 65 proc. Białych Amerykanów jest obecnie łącznie 199,9 mln.
       W czterech stanach (Hawaje, Nowy Meksyk, Kalifornia i Teksas) Biali już stali się mniejszością, na co z pewnością wszechmocny wpływ ma imigracja meksykańska. Podobnie jest w Dystrykcie Kolumbia (Waszyngton). Jedno na dziesięć hrabstw w skali całego kraju jest już zamieszkiwane w ponad 50 proc. przez ludność kolorową. 

Czytaj również:
Reklamy

Major Henryk Dobrzański „Hubal” (1897-1940)

       Henryk Dobrzański urodził się 22 czerwca 1897 r. w Jaśle jako drugie dziecko Henryka i Marii hrabiny Lubienieckiej. Młody Dobrzański, jako absolwent kursu w Polskich Drużynach Strzeleckich, starał się, aby przyjęto go do Legionów Polskich. Na przeszkodzie jednak stał jego młody wiek, dlatego też zmienił rok urodzenia na 1896 i został przyjęty do Legionów. 1 grudnia 1914 r. siedemnastoletni Henryk Dobrzański stawił się na stacji zbornej Legionów Polskich w Krakowie.
       W listopadzie 1918 r., już po uzyskaniu przez Polskę niepodległości, zgłosił się do formującego się w Krakowie 2 Pułku Ułanów Wojska Polskiego. Został awansowany do stopnia plutonowego i rozpoczął szkolenie nowo przybywających do pułku ułanów. W trakcie walk polsko-ukraińskich Dobrzański objął dowództwo utworzonego w pułku oddziału wydzielonego w sile plutonu i znalazł się w grupie mjra Juliana Stachiewicza. Z końcem 1918 r. został awansowany do stopnia chorążego i przejął dowództwo szwadronu „Odsieczy Lwowa”, w dywizji płk. Władysława Sikorskiego. Za okazane męstwo i czyny bojowe podczas walk o utrzymanie Galicji Wschodniej został odznaczony trzykrotnie Krzyżem Walecznych.
       W pierwszych dniach września 1939 r. w ośrodku zapasowym w Białymstoku organizowano Rezerwową Brygadę Kawalerii, w skład której wszedł 110 pułk ułanów dowodzony przez ppłk Jerzego Dąmbrowskiego. Jego zastępcą został mjr Henryk Dobrzański. Po osiągnięciu gotowości bojowej pułk wyruszył do walki kierując się w stronę Wilna. 17 września w granice Polski wkroczyła Armia Czerwona. Pomimo rozkazu przekroczenia granicy z Litwą i złożenia broni 110 pułk skierował się do Puszczy Augustowskiej, gdzie po utracie w walce z Sowietami 3 szwadronu ppłk Dąmbrowski podjął decyzje rozwiązania pułku. Grupa kilkudziesięciu dobrze uzbrojonych żołnierzy ze 110 i 102 pułku pod dowództwem mjr Dobrzańskiego zdecydowała się kontynuować marsz na pomoc broniącej się Warszawie. Po dotarciu do miejscowości Krubki pod Warszawą oddział otrzymał informację o kapitulacji stolicy. W majątku Krubki mjr Dobrzański ogłosił żołnierzom swą decyzję nie zdejmowania munduru i przebijania się na Węgry z zamiarem dotarcia do Francji. W pierwszej dekadzie października, po morderczym marszu, oddział nękany przez Niemców dotarł do Gór Świętokrzyskich. W trakcie postoju w gajówce Podgórze, leżącej na południowy-zachód od Bodzentyna (ok. 5-9 października), major zakomunikował żołnierzom decyzję o pozostaniu w kraju, wierząc, że wiosną 1940 r. ruszy ofensywa aliantów. Tam też przyjął pseudonim „Hubal” i rozpoczął organizować konspiracyjne placówki oporu tzw. ośrodki bojowe, które w przyszłości miały wystawić gotowego do walki żołnierza. Na postoju w Zychach opracowany został schemat organizacji Okręgu Bojowego Kielce, a także zręby Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego. Przemieszczając się z miejsca na miejsce oddział stale powiększał swoje szeregi, do końca stycznia 1940 roku osiągnął stan ok. 30 ludzi. W lutym 1940 r. podczas dłuższego postoju w Gałkach liczebność oddziału wzrosła do około 320 żołnierzy.
       13 marca 1940 r. do Gałek przybył ówczesny Komendant Okręgu Łódzkiego ZWZ – płk „Miller” (Leopold Okulicki) z rozkazem demobilizacji oddziału lub znacznym jego zmniejszenia. Wobec zaistniałej sytuacji major „Hubal” pozostawił wolną rękę swoim podwładnym. Oddział opuścili prawie wszyscy oficerowie oraz część żołnierzy, przechodząc do pracy konspiracyjnej w szeregach Związku Walki Zbrojnej. Przy majorze pozostało około 70-80 żołnierzy. Z nadejściem wiosny Niemcy rozpoczęli zakrojoną na szeroką skalę akcję wymierzoną przeciwko polskiemu podziemiu konspiracyjnemu, w tym również przeciwko oddziałowi „Hubala”. 30 marca 1940 r. pod Huciskiem oraz 1 kwietnia 1940 r. pod Szałasem doszło do zwycięskich potyczek oddziału z przeważającymi siłami wroga.
       Nękany licznymi obławami i zasadzkami, oddział ciągle zmieniał miejsce postoju, unikając z obawy przed represjami postojów we wsiach oraz gajówkach. Z końcem kwietnia oddział przeniósł się w lasy spalskie. Przed świtem 30 kwietnia 1940 r. oddział wyminąwszy wieś Anielin dotarł do sosnowego zagajnika, przylegającego do wysokopiennego lasu, gdzie major zarządził postój. Ponieważ wszyscy żołnierze byli przemęczeni nocnym marszem, na warte od strony wsi wystawiony został tylko kpr. Lisiecki („Zemsta”). Tu, rankiem 30 kwietnia 1940 r., mjr Henryk Dobrzański „Hubal” wsiadając na swego konia został ostrzelany z broni maszynowej, a jedna z kul przeszyła jego pierś. Wraz z nim poległ kpr. Antoni Kossowski („Ryś”) oraz koń majora „Demon”.

Wyborczy Flirt Z Socjalizmem

       Kampania prezydencka pokazała, jak nasze społeczeństwo przesiąkło socjalizmem. Ukazała również po raz kolejny prawdziwą twarz Platformy, jako zbioru politykierów o poglądach bardziej etatystycznych, aniżeli kapitalistycznych, co umyka uwadze społeczeństwa.
       Jeżeli Bronisław Komorowski, kandydat z jedynej dużej partii uważanej za prorynkową, uznaje, że zarzut popierania prywatyzacji służby zdrowia wymaga interwencji sądu, to co mówić o Jarosławie Kaczyńskim, który nie ukrywa swojej podejrzliwości wobec prywatnej własności. Jeżeli do tego dodać, że Ministerstwo Skarbu, byle nie mówić o prywatyzacji, swój niewątpliwy sukces w sprzedaży państwowych firm nazywa akcjonariatem obywatelskim, to widać, że rynek nie jest ostatnio modnym słowem.
       Niestety, duża część naszego społeczeństwo boi się gospodarki rynkowej. 45 lat socjalizmu stworzyło złudną nadzieję, że tylko państwowe instytucje są w stanie zapewnić im bezpieczeństwo socjalne. Co gorsza, ciągle mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że te państwowe instytucje chroniące ich zdrowie, dostarczające prąd czy mieszkania funkcjonują dzięki ich podatkom. Na pytanie, kto ma płacić za szkody spowodowane przez powódź, ponad połowa ankietowanych odpowiada, że budżet państwa. Jeżeli jednak zaznaczamy, że ten budżet to nasze podatki, które może trzeba będzie z tego powodu podnieść, to liczba szukających pomocy w państwowej kasie spada o blisko jedną trzecią. Hasła, które zdominowały kampanię prezydencką, umacniają Polaków w socjalistycznych tęsknotach, z których często nawet nie zdają sobie sprawy.
       Wierzę, że Platforma, grupująca w swoich szeregach wielu przedsiębiorców, traktuje te socjalne hasła jako wyborczy wybieg, o którym wkrótce zapomni. Ale czy wyborcy też zapomną? Czy w przyszłości prezydent Komorowski podpisze ustawę reformującą służbę zdrowia, a prywatyzacja będzie się toczyć dalej? A może jednak staniemy się jeszcze jednym państwem socjalnym z nieefektywną gospodarką przygniecioną wielkimi wydatkami socjalnymi. Wszystkim, którzy się boją takiego scenariusza, pozostaje już tylko ostatni liberał – Janusz Korwin-Mikke, choć jego model gospodarki mocno przypomina czasy feudalizmu.

Kolejni Wietnamczycy Zatrzymani Za Marihuanę

       12 obywateli Wietnamu zatrzymali policjanci CBŚ podczas likwidacji sześciu plantacji marihuany. Zabezpieczono 3 tys. krzaków konopi indyjskich i blisko 20 kg suszu.
       Jak poinformował PAP rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski, policjanci specjalizujący się w zwalczaniu przestępczości narkotykowej pracowali nad tą sprawą od ponad roku. Z ich ustaleń wynikało, że w centralnej i północnej Polsce działa zorganizowana grupa zajmująca się uprawą marihuany. Wszystko wskazywało na to, że przestępczym procederem zajmują się przebywający w Polsce obywatele Wietnamu. Trop prowadził do Bydgoszczy, Torunia i miejscowości pod Warszawą. Sprawa była o tyle skomplikowana, że cudzoziemcy tworzyli hermetyczną społeczność, do której trudno było przeniknąć – dodał.
       Jak ustalili policjanci grupa Wietnamczyków, korzystając z pośrednictwa agencji nieruchomości, wynajęła kilka domów. Wybór nieruchomości nie był przypadkowy. Zainteresowani byli wyłącznie posiadłościami położonymi na uboczu i tylko takimi, które nie rzucały się zbytnio w oczy – dodał Sokołowski.
       Sprawa nabrała tempa, kiedy policjanci z Lipna w województwie kujawsko-pomorskim zatrzymali do kontroli drogowej opla vectrę; w samochodzie znaleźli olej haszyszowy – nawóz do konopi indyjskich. Podróżujący oplem mężczyźni zaproponowali policjantom łapówkę w zamian za wolność.

Źródło: PAP

Dr Dariusz Ratajczak Nie Żyje

       W samochodzie na parkingu przed centrum handlowym w Opolu znaleziono ciało znanego historyka dr. Dariusza Ratajczaka, oskarżonego przez „Gazetę Wyborczą” o „kłamstwo oświęcimskie”. Prawdopodobnie popełnił samobójstwo. Po nagonce rozpętanej przez „GW” mężczyzna stracił pracę na Uniwersytecie Opolskim. Jego życie rodzinne i zawodowe obróciło się w ruinę. Stracił rodzinę i dom, mieszkał w samochodzie.
       W 1999 roku dr Ratajczak napisał książkę pt. „Tematy niebezpieczne”. W jednym z podrozdziałów przedstawił poglądy historyków z tzw. nurtu rewizjonistów holokaustu, nie opatrując ich żadnym komentarzem. Nie popierał też tych poglądów. Opisał je jako jedną ze szkół historycznych. Mimo to opolska „Gazeta Wyborcza” okrzyknęła Ratajczaka „kłamcą oświęcimskim”.
       W jednym z wywiadów udzielonych na ten temat w 2003 roku młody historyk powiedział, że rewizjoniści holokaustu są środowiskiem złożonym z naukowców, dziennikarzy, publicystów podkreślających, że holokaust nie był wydarzeniem wyjątkowym w XX wieku, że ludobójstwo dotknęło również inne narody: Polaków czy Ormian. Tymczasem dzieje się tak, że niektóre środowiska chcą wmówić światu, że holokaust był jakby osią martyrologiczną XX wieku, co więcej, osią martyrologiczną historii całego świata – twierdził dr Ratajczak. Pytany o to, kogo dotknęła i obraziła ta publikacja, dr Ratajczak stwierdził, że chyba najmniej samych Żydów, bo głosów – jak powiedział – „antyratajczakowskich” w wydaniu środowisk ściśle żydowskich było bardzo mało.
       Centralą walczącą z moją skromną osobą była od samego początku forpoczta „postępu” w Polsce – „Gazeta Wyborcza”, która całą sprawę odpowiednio nagłośniła i w ciągu 24 godzin ze znanego w Opolu historyka stałem się banitą czy ściganym infamisem. W ciągu kilkunastu godzin zostałem zawieszony w prawach nauczyciela akademickiego, a potem, po neostalinowskim wewnętrznym śledztwie, wyrzucony z pracy na Uniwersytecie Opolskim – mówił Ratajczak.
       Według portalu Konserwatyzm.pl, kiedy starał się o inną pracę, do właścicieli firm telefonowali przedstawiciele pewnej gazety, umiejętnie przekonując szefów, żeby nie zatrudniać dr. Ratajczaka. Ostatnio historyk pracował jako… stróż nocny. Warto podkreślić, że tym, kto pierwszy rzucił kamień w akcji przeciwko dr. Ratajczakowi, był „profesor” Władysław Bartoszewski, który jego książkę nazwał „hańbieniem narodu polskiego”. Twierdził też, że osobami, które powinny dyskutować z panem Ratajczakiem, są nie profesorowie historii, lecz psychiatrzy!
       Wstrząśnięty śmiercią dr. Ratajczaka wiceprezydent Opola Arkadiusz Karbowiak, przebywający obecnie w Wilnie, powiedział „Naszemu Dziennikowi” w rozmowie telefonicznej, że w 1988 roku razem z nim tworzył półlegalne struktury NSZZ „Solidarność”. Działaliśmy również razem w kole historyków, a połączyły nas szczególnie tematy związane z Narodowymi Siłami Zbrojnymi – opowiada. Komentując zaangażowanie „GW” w nagonkę na Ratajczaka, stwierdził, że w tej materii trzeba prowadzić dyskusje historyczne, a nie podchodzić do tego tak, jak uczyniła to właśnie „Gazeta”.
       Rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu nadkomisarz Maciej Milewski w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” wykluczył na podstawie szczegółowych oględzin samochodu ingerencję osób trzecich. Dodał, że wczoraj przeprowadzono sekcję zwłok, której wyniki znane będą za mniej więcej trzy tygodnie. Doktor Dariusz Ratajczak osierocił dwoje dzieci.

Trochę O Mundialu W RPA

       Choć działacze FIFA z prezydentem Seppem Blatterem na czele robią, co mogą, by przekonać opinię publiczną, że RPA to bezpieczne miejsce i mistrzostwa świata w piłce nożnej będą udane, to i tak ich słowa są kwestionowane. Media donosiły o bałaganie panującym w południowej Afryce, zamieszkach wśród kibiców, protestach najbiedniejszych grup społecznych, chaosie komunikacyjnym.
       Z jednej strony olbrzymie pieniądze wpompowane w rozpoczynający się mundial, z drugiej – biedna, zacofana Afryka. Paradoksalnie oba oblicza RPA są prawdziwe. Niewiele na świecie jest krajów tak pełnych sprzeczności.
       Blatter jest szczery, mówiąc, że mistrzostwa będą bezpieczne. Od 2004 r., kiedy FIFA pierwszy raz w historii powierzyła organizację mistrzostw krajowi afrykańskiemu, Szwajcar bywał tam dziesiątki razy. Nigdy nie spotkała go żadna nieprzyjemna przygoda. Nic dziwnego – mający pieniądze i stroniący od mocnych wrażeń turyści nie zauważą nawet, że wyjechali z Europy. Lotniska w Kapsztadzie czy Johannesburgu nie różnią się od tych w Amsterdamie czy Brukseli. Elegancka taksówka wiezie prosto do ekskluzywnych hoteli. Jak choćby Bushmans Kloof w Kapsztadzie, który został właśnie uznany za najlepszy hotel na świecie przez stronę internetową Travel+Leisure. Innego obrazu świata, który miga za oknami limuzyn, Blatter i jego ceniący luksus przyjaciele wolą nie zauważać. Czytaj dalej

Naciski Na Polskę W Sprawie Zwrotu Mienia Żydowskiego

       Przewodniczący Komisji Helsińskiej Kongresu Stanów Zjednoczonych senator Ben Cardin skrytykował Polskę za zwlekanie z restytucją mienia żydowskiego. Z kolei przedstawiciel rządu USA Stuart Eizenstat wyraził nadzieję, że problem ten zostanie wkrótce rozwiązany.
       Senator Ben Cardin podczas posiedzenia Komisji Helsińskiej w Waszyngtonie wskazał dwa kraje, które nie rozwiązały problemu restytucji mienia żydowskiego: Litwę i Polskę. Cardin powiedział, że zdaje sobie sprawę, iż z powodu zmiany granic i masowych przesiedleń ludności restytucja mienia w Polsce jest skomplikowana. Rozwiązanie tego problemu jest trudne, ale nie jest niemożliwe.
       Przed Komisją Helsińską wystąpił ambasador Stuart Eizenstat, delegat rządu USA na konferencję w sprawie zwrotu majątków zrabowanych podczas II Wojny Światowej, która odbyła się w Pradze. Eizenstat powiedział, że przygotowywana w Polsce ustawa reprywatyzacyjna zawiera pewne braki, bo nie obejmuje zwrotu majątków w Warszawie. Wyraził nadzieję, że zostanie to skorygowane w toku dalszych prac legislacyjnych.

Źródło: IAR