6 Tys. Euro Za Uchodźcę, Czyli Miłosierdzie Polityków Na Koszt Podatnika

Parlament Europejski chce zachęcić kraje członkowskie UE do przyjmowania uchodźców. Eurodeputowani chcą, by za każdego przyjętego uchodźcę państwo dostawało 6 tys. euro. Komisja Europejska uznała wcześniej, że na nowy unijny program wystarczy mniej pieniędzy.
       Komisja Europejska uważa, że azylanci wrócą do krajów swojego pochodzenia, gdy tylko poprawi się w nich sytuacja. Jak bardzo chcą wracać widać na przykładzie zachodnich państw, a w krajach ich pochodzenia sytuacja „poprawia się” od 50 lat. Politycy, a za nimi ogłupione lewacką propagandą społeczeństwo, uważają, że przyjęcie kolejnych milionów imigrantów poprawi sytuację, że kiedyś pula potrzebujących się wyczerpie i nikomu nie będzie trzeba pomagać. Prawda jest taka, że to studnia bez dna. Stany Zjednoczone przyjmują rocznie milion imigrantów, ale co z tego kiedy w ciągu roku kraje Trzeciego Świata produkują 50 milionów nowych potrzebujących. I tak w ciągu 3 lat Amerykanie mogą przyjąć oszałamiającą liczbę 3 milionów, ale w tym samym czasie będzie już 147 milionów nowych czekających na przyjęcie.
       Obecne trendy w białych krajach można przyrównać, z czego na początku zapewne wielu się zaśmieje, do posiadania w domu kilku kotek. Co roku wydają one kilkanaście młodych. Jedno góra dwa upchnie się sąsiadom. Ale pytanie co zrobić z resztą? Można je uśpić, ale przecież wtedy obrońcy praw zwierząt zaczną krzyczeć, że to nieetyczne. Można kotki wysterylizować, no ale to też nieetyczne. Dlatego też zatrzymuje się młode. Za rok kotki znowu się kocą, znowu może dwa uda się komuś wcisnąć, reszta zostaje, czyli kotki, ich młode z poprzedniego miotu i z tego. Ta reszta musi coś jeść, gdzieś spać. Za rok rodzą się następne, ale też młode z pierwszego miotu dojrzewają i mają młode, młode, z których najwyżej dwa znajdzie nowego nabywcę, reszta zostaje i trzeba je karmić. W końcu po następnym miocie nie ma już w domu pieniędzy na ich karmienie. Zagłodzone koty odwdzięczają się za miłosierdzie właścicielom i zwracają się przeciwko nim. Po 2 latach podobny scenariusz przeżywają sąsiedzi właścicieli, którzy okazali się litościwi i przyjęli od nich parę kotów.
       Dziś kraje europejskie nie dość, że mają pełno imigrantów, z którymi już nie dają sobie rady, to jeszcze przyjmują następnych, czyli podwójnie niekorzystna sytuacja. Oczywiście czytający teraz się oburzy, ludzie to nie koty, nie można przecież ich uśpić czy też wykastrować. Oczywiście ludzie to coś więcej niż zwierzęta, ale to nie znaczy, że nie działają na nich prawa natury czy fizyki, bo działają, a zwłaszcza prawo ekonomii. Człowiek tak samo jak zwierzę potrzebuje przestrzeni, musi mieć gdzie spać i co jeść, i co więcej nie może to być byle jakie jedzenie: kości i resztki spod stołu. A do spania nie wystarczy mu kawałek szmaty w kącie. Jeżeli nie dostanie tego co mu niezbędne do życia potrafi być bardzo zły i to bardziej niż dzikie zwierzę, bo ono nie spali ci samochodu i nie zaszlachtuje rodziny maczetą. To samo miłosierdzie, które uznawane jest za najpiękniejszą z ludzkich cech, tą ludzkość zabija, ponieważ pozbawione jest ono wszelkiej racjonalności.
       Spójrzmy jeszcze na naszych kochanych polityków. Nie oszukujmy się, żaden z tych polityków nie wydałby z własnych pieniędzy nawet złotówki żeby komukolwiek pomóc. Jeszcze żaden rząd, żaden polityk nie dał nikomu nic czego by nie zabrał komuś innemu. Jeżeli daje bezrobotnym to zabiera pracującym, jeżeli daje prace imigrantom to zabiera ją Polakom, a jeżeli nawet daje pracownikom to są to te same pieniądze, które im wcześniej odebrał. W tym przepływie dawania i zabierania jest tylko jedna grupa, której się tylko daje i nic nie zabiera, której pensje zawsze tylko rosną, ulgi są tylko dodawane, a nie zabierane. Tą grupą są sami politycy. Ci politycy, którzy twierdzą, że tak pięknie jest dawać, dać od siebie nic nie chcą. Żaden z nich nie zastanawia się, co ci najczęściej absolutnie bez wykształcenia, znajomości języka i przede wszystkim zasad cywilizowanego świata imigranci będą u nas robić, jak zarabiać na życie i czy przypadkiem nie stanowią dla nas zagrożenia. Dla nich zawsze się liczy tylko pokazanie ich dobroduszności w fleszach aparatów. Po czyjej stronie i właściwie dla kogo jest nasze państwo ukażę na tym przykładzie: dziesiątki razy widziałem w TV program o tym jak w pobliżu jakiegoś miasta pojawił się obóz Cyganów. Zawsze była przy tym wzmianka: „policja nie zakazała budowy obozu, codziennie obóz odwiedza tylko patrol i pyta Cyganów czy nie są prześladowani przez ksenofobicznych mieszkańców miasta”. Nasuwa się pytanie: dlaczego nigdy nie było wzmianki, że patrole codziennie odwiedzają mieszkańców miasta, aby zapytać czy nie są atakowani przez ksenofobicznych mieszkańców obozu? Dlaczego nikt nie zapyta sprzedawców, co myślą o tych wiecznie płaczących o prześladowaniu mieszkańcach obozu? Czyje to właściwie państwo? Dlaczego nas się poucza jak mamy się zachowywać we własnym kraju, zaś wszelkich przybyszów traktuje się jakby byli jego panami? Kto tu jest właścicielem, a kto tylko gościem? Niekiedy nieproszonym, jak w przypadku nielegalnych imigrantów.

Reklamy