Gdzie Idą Twoje Podatki, Czyli O Kaście Uprzywilejowanych

„Prezydent Jacek Majchrowski nie dość, że zarządza prawie milionowym miastem, to jeszcze pracuje na dwóch uczelniach” – pisze „Dziennik Polski” (za agencją PAP), wyliczając zarobki tego i innych prezydentów miast oraz zastanawiając się jak to wszystko można pogodzić czasowo.
       Zdaniem gazety, prezydent Majchrowski (b. członek PZPR, na czas sprawowania urzędu zawieszony członek SLD) zarabia 161 tysięcy złotych rocznie. Do tego jako profesor Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego (uczelnię tę sam założył, stąd najwyraźniej pracuje tam na bardzo dogodnych warunkach: „na seminarium przychodzi raz w tygodniu” i nie prowadzi wykładów) pobrał w zeszłym roku 207 tys. zł, a jako profesor na Uniwersytecie Jagiellońskim (prowadzi zajęcia „kilka godzin tygodniowo”) zarobił 91 tysięcy złotych. Razem – 459 tysięcy złotych rocznie za trzy etaty. Co ciekawe, pensja Jacka Majchrowskiego jako prezydenta nie jest jednak największym obciążeniem w budżecie miasta. Okazuje się, że aż 29 osób zarabia w Urzędzie Miejskim więcej od niego. Są to różnego rodzaju zastępcy, dyrektorzy i inne synekury, tak popularne w polskim państwie, w którym prawie połowa zatrudnionych osób pracuje w systemie administracyjno-biurokratycznym.
       Prezydent Wrocławia, Rafał Dutkiewicz („bezpartyjny”, lecz kandydaturę w 2002 roku poparła PO, a w cztery lata później sojusz PO-PiS-u), zarabia „tylko” 150 tysięcy rocznie, a prezydent Warszawy, pani Hanna Gronkiewicz-Waltz (PO), za jakże ciężką dla dobra Warszawy pracę oraz za wykłady na Uniwersytecie Warszawskim, otrzymuje 263 tysiące.
       Prezydent Poznania, Ryszard Grobelny (kandydat „niezależny”, choć popierany przez PO, a w tym roku już członek-kandydat tej partii), zarobił razem na stanowiskach miejskich 195 tysięcy.
       Wobec powyższego nie powinno dziwić skąd bierze się taki natłok kandydatów na różnego rodzaju urzędy państwowo-samorządowe.

Reklamy