Powódź To Tylko Pretekst. Czy Państwo Zażąda Więcej?

Dramatyczna sytuacja państwa uzasadnia zmiany w podatkach – przekonuje były wiceminister finansów, a dziś doradca podatkowy Witold Modzelewski. Choć poprawniej byłoby – dramatyczna sytuacja państwa uzasadnia zmiany w państwie. Jego opinię przynosi „Puls Biznesu”. Główny postulat to podwyżka podatku VAT do 23 proc., gdyż podobno wtedy tylko „sytuacja państwa nie będzie dramatyczna”.
       Receptą na poprawę sytuacji miałoby być podwyższenie stawki podatku VAT, a więc podwyższenie haraczu na rzecz państwa. Ale czy państwo już teraz nie zabiera nam zbyt dużo? Podniesienie podstawowej stawki o 2 pkt proc. dałoby rocznie budżetowi do 10 mld zł. To kwota nie do pogardzenia w coraz trudniejszej sytuacji finansów publicznych. Myślę, że taką podwyżkę rząd umiałby wytłumaczyć obywatelom w dramatycznej sytuacji powodziowej, kiedy mnóstwo ludzi traci dorobek życia i potrzebuje pomocy finansowej. Ponadto ustawa o VAT jest tak zła, że należy napisać nową – mówi gazecie Witold Modzelewski. Tak więc powódź powinna być pretekstem dla państwowej biurokracji, aby zwiększyć ucisk podatkowy? A jak przyjdzie, dajmy na to susza, to co? Kolejna podwyżka? Zastanawiające, że im więcej łożymy na państwo tym mniej jest ono wydolne.  
       Inny postulat to likwidacja ulg w podatkach dochodowych. Także tu profesor proponuje napisanie nowej ustawy – o podatku od wszystkich rodzajów dochodów, bez ulg i zwolnień, ale z możliwością odliczania kosztów uzyskania przychodów. To miałoby objąć także pracowników, którzy – jak zauważa pomysłodawca – dziś są pod tym względem dyskryminowani.
       Ponadto wśród postulatów Witolda Modzelewskiego jest również kontrowersyjny pomysł podniesienia składek na ubezpieczenie społeczne, podczas gdy łożenie coraz to większych sum na ten marnotrawny i w gruncie rzeczy niewydolny system jawi się co najmniej jako niedorzeczność.  

Źródło: PAP

Zatrzymano 14 Osób Należących Do Organizacji Islamskich

Francuska policja aresztowała 14 osób należących do organizacji islamskich. Zatrzymani przygotowywali ucieczkę z więzienia jednego ze sprawców zamachów we Francji z roku 1995.
       Zatrzymania miały miejsce w Regionie Paryskim oraz departamencie Cantal położonym w środkowej Francji. Policja antyterrorystyczna aresztowała osoby będące przedmiotem śledztwa w sprawie przygotowań do ucieczki z więzienia Algierczyka Smaina Aita Alego Belkacema. Był to jeden ze sprawców fali zamachów terrorystycznych we Francji w roku 1995. Belkacem odsiaduje obecnie wyrok dożywotniego więzienia w zakładzie karnym Fleury-Mérogis niedaleko Paryża.
       Policja nie podała żadnych informacji na temat tożsamości i narodowości zatrzymanych osób. Zgodnie z zasadami obowiązującymi w walce przeciwko terroryzmowi ich pobyt w areszcie może trwać do czterech dni. Następnie sędzia śledczy musi przedstawić im konkretne zarzuty.
       Niezależnie od tych zatrzymań policja aresztowała również 12 innych osób. Są one podejrzewane o wysyłanie do Pakistanu i Afganistanu młodych muzułmanów zamieszkałych we Francji.
       Francja już od dłuższego czasu boryka się z problemem muzułmańskiej ludności napływowej, agresywnej i negatywnie ustosunkowanej do samej Francji. Zresztą nie jest ona jedynym krajem w Europie, który dotyka problem obcej kulturowo imigracji, i gdzie mieszkańców poddaje się różnorakim eksperymentom multikulturalnym. Oczywiście jak zwykle w takim przypadku nasuwa się wiele pytań odnośnie położenia i przyszłości Europy. Jedno z takich pytań brzmi: jak długo jeszcze będzie trwało usprawiedliwianie tej niebezpiecznej imigracji w imię wielokulturowych bredni?

Źródło: IAR

6 Tys. Euro Za Uchodźcę, Czyli Miłosierdzie Polityków Na Koszt Podatnika

Parlament Europejski chce zachęcić kraje członkowskie UE do przyjmowania uchodźców. Eurodeputowani chcą, by za każdego przyjętego uchodźcę państwo dostawało 6 tys. euro. Komisja Europejska uznała wcześniej, że na nowy unijny program wystarczy mniej pieniędzy.
       Komisja Europejska uważa, że azylanci wrócą do krajów swojego pochodzenia, gdy tylko poprawi się w nich sytuacja. Jak bardzo chcą wracać widać na przykładzie zachodnich państw, a w krajach ich pochodzenia sytuacja „poprawia się” od 50 lat. Politycy, a za nimi ogłupione lewacką propagandą społeczeństwo, uważają, że przyjęcie kolejnych milionów imigrantów poprawi sytuację, że kiedyś pula potrzebujących się wyczerpie i nikomu nie będzie trzeba pomagać. Prawda jest taka, że to studnia bez dna. Stany Zjednoczone przyjmują rocznie milion imigrantów, ale co z tego kiedy w ciągu roku kraje Trzeciego Świata produkują 50 milionów nowych potrzebujących. I tak w ciągu 3 lat Amerykanie mogą przyjąć oszałamiającą liczbę 3 milionów, ale w tym samym czasie będzie już 147 milionów nowych czekających na przyjęcie.
       Obecne trendy w białych krajach można przyrównać, z czego na początku zapewne wielu się zaśmieje, do posiadania w domu kilku kotek. Co roku wydają one kilkanaście młodych. Jedno góra dwa upchnie się sąsiadom. Ale pytanie co zrobić z resztą? Można je uśpić, ale przecież wtedy obrońcy praw zwierząt zaczną krzyczeć, że to nieetyczne. Można kotki wysterylizować, no ale to też nieetyczne. Dlatego też zatrzymuje się młode. Za rok kotki znowu się kocą, znowu może dwa uda się komuś wcisnąć, reszta zostaje, czyli kotki, ich młode z poprzedniego miotu i z tego. Ta reszta musi coś jeść, gdzieś spać. Za rok rodzą się następne, ale też młode z pierwszego miotu dojrzewają i mają młode, młode, z których najwyżej dwa znajdzie nowego nabywcę, reszta zostaje i trzeba je karmić. W końcu po następnym miocie nie ma już w domu pieniędzy na ich karmienie. Zagłodzone koty odwdzięczają się za miłosierdzie właścicielom i zwracają się przeciwko nim. Po 2 latach podobny scenariusz przeżywają sąsiedzi właścicieli, którzy okazali się litościwi i przyjęli od nich parę kotów.
       Dziś kraje europejskie nie dość, że mają pełno imigrantów, z którymi już nie dają sobie rady, to jeszcze przyjmują następnych, czyli podwójnie niekorzystna sytuacja. Oczywiście czytający teraz się oburzy, ludzie to nie koty, nie można przecież ich uśpić czy też wykastrować. Oczywiście ludzie to coś więcej niż zwierzęta, ale to nie znaczy, że nie działają na nich prawa natury czy fizyki, bo działają, a zwłaszcza prawo ekonomii. Człowiek tak samo jak zwierzę potrzebuje przestrzeni, musi mieć gdzie spać i co jeść, i co więcej nie może to być byle jakie jedzenie: kości i resztki spod stołu. A do spania nie wystarczy mu kawałek szmaty w kącie. Jeżeli nie dostanie tego co mu niezbędne do życia potrafi być bardzo zły i to bardziej niż dzikie zwierzę, bo ono nie spali ci samochodu i nie zaszlachtuje rodziny maczetą. To samo miłosierdzie, które uznawane jest za najpiękniejszą z ludzkich cech, tą ludzkość zabija, ponieważ pozbawione jest ono wszelkiej racjonalności.
       Spójrzmy jeszcze na naszych kochanych polityków. Nie oszukujmy się, żaden z tych polityków nie wydałby z własnych pieniędzy nawet złotówki żeby komukolwiek pomóc. Jeszcze żaden rząd, żaden polityk nie dał nikomu nic czego by nie zabrał komuś innemu. Jeżeli daje bezrobotnym to zabiera pracującym, jeżeli daje prace imigrantom to zabiera ją Polakom, a jeżeli nawet daje pracownikom to są to te same pieniądze, które im wcześniej odebrał. W tym przepływie dawania i zabierania jest tylko jedna grupa, której się tylko daje i nic nie zabiera, której pensje zawsze tylko rosną, ulgi są tylko dodawane, a nie zabierane. Tą grupą są sami politycy. Ci politycy, którzy twierdzą, że tak pięknie jest dawać, dać od siebie nic nie chcą. Żaden z nich nie zastanawia się, co ci najczęściej absolutnie bez wykształcenia, znajomości języka i przede wszystkim zasad cywilizowanego świata imigranci będą u nas robić, jak zarabiać na życie i czy przypadkiem nie stanowią dla nas zagrożenia. Dla nich zawsze się liczy tylko pokazanie ich dobroduszności w fleszach aparatów. Po czyjej stronie i właściwie dla kogo jest nasze państwo ukażę na tym przykładzie: dziesiątki razy widziałem w TV program o tym jak w pobliżu jakiegoś miasta pojawił się obóz Cyganów. Zawsze była przy tym wzmianka: „policja nie zakazała budowy obozu, codziennie obóz odwiedza tylko patrol i pyta Cyganów czy nie są prześladowani przez ksenofobicznych mieszkańców miasta”. Nasuwa się pytanie: dlaczego nigdy nie było wzmianki, że patrole codziennie odwiedzają mieszkańców miasta, aby zapytać czy nie są atakowani przez ksenofobicznych mieszkańców obozu? Dlaczego nikt nie zapyta sprzedawców, co myślą o tych wiecznie płaczących o prześladowaniu mieszkańcach obozu? Czyje to właściwie państwo? Dlaczego nas się poucza jak mamy się zachowywać we własnym kraju, zaś wszelkich przybyszów traktuje się jakby byli jego panami? Kto tu jest właścicielem, a kto tylko gościem? Niekiedy nieproszonym, jak w przypadku nielegalnych imigrantów.

Gdzie Idą Twoje Podatki, Czyli O Kaście Uprzywilejowanych

„Prezydent Jacek Majchrowski nie dość, że zarządza prawie milionowym miastem, to jeszcze pracuje na dwóch uczelniach” – pisze „Dziennik Polski” (za agencją PAP), wyliczając zarobki tego i innych prezydentów miast oraz zastanawiając się jak to wszystko można pogodzić czasowo.
       Zdaniem gazety, prezydent Majchrowski (b. członek PZPR, na czas sprawowania urzędu zawieszony członek SLD) zarabia 161 tysięcy złotych rocznie. Do tego jako profesor Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego (uczelnię tę sam założył, stąd najwyraźniej pracuje tam na bardzo dogodnych warunkach: „na seminarium przychodzi raz w tygodniu” i nie prowadzi wykładów) pobrał w zeszłym roku 207 tys. zł, a jako profesor na Uniwersytecie Jagiellońskim (prowadzi zajęcia „kilka godzin tygodniowo”) zarobił 91 tysięcy złotych. Razem – 459 tysięcy złotych rocznie za trzy etaty. Co ciekawe, pensja Jacka Majchrowskiego jako prezydenta nie jest jednak największym obciążeniem w budżecie miasta. Okazuje się, że aż 29 osób zarabia w Urzędzie Miejskim więcej od niego. Są to różnego rodzaju zastępcy, dyrektorzy i inne synekury, tak popularne w polskim państwie, w którym prawie połowa zatrudnionych osób pracuje w systemie administracyjno-biurokratycznym.
       Prezydent Wrocławia, Rafał Dutkiewicz („bezpartyjny”, lecz kandydaturę w 2002 roku poparła PO, a w cztery lata później sojusz PO-PiS-u), zarabia „tylko” 150 tysięcy rocznie, a prezydent Warszawy, pani Hanna Gronkiewicz-Waltz (PO), za jakże ciężką dla dobra Warszawy pracę oraz za wykłady na Uniwersytecie Warszawskim, otrzymuje 263 tysiące.
       Prezydent Poznania, Ryszard Grobelny (kandydat „niezależny”, choć popierany przez PO, a w tym roku już członek-kandydat tej partii), zarobił razem na stanowiskach miejskich 195 tysięcy.
       Wobec powyższego nie powinno dziwić skąd bierze się taki natłok kandydatów na różnego rodzaju urzędy państwowo-samorządowe.

Manifestacja ONR-u W Lublinie

       Aktyw Lubelski OSN. Relacja plus foto: Istniały co najmniej dwa powody, dla których warto było pojawić się na manifestacji ONR-u, który maszerując ulicami Lublina chciał uświęcić 76. rocznicę powstania swojego ruchu. Z jednej strony była to z pewnością chęć uczczenia pamięci wszystkich poległych za wolność i niepodległość naszej ojczyzny Polaków-Bohaterów. Warto również było wziąć udział w tej manifestacji z racji jej patriotycznego charakteru i jakby na przekór wszystkim tym osobnikom, którym poroniony tok rozumowania każe widzieć w patriotyzmie i tożsamości narodowej odmianę „neonazizmu”.
       Pierwszy punkt tego dnia – przyjrzenie się z bliska grupie, która tak hucznie określa się mianem „tolerancyjnej”, a w praktyce realizuje jawnie faszystowski schemat myślenia. Godzina 16 – początek ich pikiety, a wśród nich zbieranina wszelkiej maści dziwolągów. Mało ich, na oko od 40 do 50 osób, a spośród wszystkich tych klaunów na plan pierwszy wybijał się osobnik będący chyba pod wpływem narkotyków. Zresztą jego późniejsze zachowanie, podczas gdy nacjonaliści przemieszczali się przez Krakowskie Przedmieście, i jego gestykulacje oraz pajacowanie było tego chyba dobitnym potwierdzeniem. Mogło i tak być, że nie tylko on jeden spośród tych wszystkich „tolerancjonistów-faszystów” mógł być tego dnia pod wpływem jakichś środków odurzających. „Tolerancyjna” Polska XXI wieku – lewaki, narkomani i homosie, hura.

Islamiści Nie Odpuszczają I Ciągle Grożą

Od czasu publikacji karykatur Mahometa 63-letni Lars Vilks, mimo ciągłych pogróżek, ciągle mieszka w tym samym domu w Nyhamnsläge, w południowo-zachodniej Szwecji. W marcu br. irlandzka policja zatrzymała siedmiu muzułmanów, podejrzanych o udział w spisku mającym na celu zabicie Vilksa. W sobotę podpalono jego dom. Muszę na jakiś czas przenieść się gdzie indziej, wydaje mi się to rozsądne – powiedział rysownik AFP dodając, że nie chce „zostać paranoikiem”.
Islamska grupa związana z Al-Kaidą daje 100 tys. dolarów za głowę karykaturzysty. Dwóch młodych obywateli szwedzkich pochodzących z Kosowa zostało już zatrzymanych. Są podejrzewani o podpalenie domu Vilksa, który przedstawił muzułmańskiego proroka jako psa.
Rzecznik szwedzkiej policji poinformował, że jeden z agresorów został zatrzymany w sobotę, dzięki „osobistym działaniom”, w domu oddalonym 40 km od miejsca zdarzenia, a drugi w niedzielę rano. Żaden z nich nie był wcześniej znany szwedzkiej policji – podaje AFP.
W miniony wtorek, podczas konferencji na Uniwersytecie Uppsala, Vilks został uderzony w głowę przez muzułmanina. Film z tego zdarzenia został usunięty z youtube, ale można go obejrzeć w innych miejscach w Internecie.
18 sierpnia 2007 roku regionalny szwedzki dziennik opublikował karykaturę Mahometa autorstwa Vilksa, jako ilustrację do artykułu na temat wolności słowa. Wywołało to ostre oburzenie muzułmanów w Szwecji i na świecie.
Bandytyzm islamistów wobec Vilksa jest chyba dobitnym potwierdzeniem, iż grupy muzułmanów, gł. imigrantów, nie przestrzegają europejskich standardów i norm postępowania, które w tym wypadku nakazywałyby rozstrzygnięcie pewnych sporów na drodze bardziej cywilizowanej, a więc prawnej. Tymczasem napływowa ludność muzułmańska stara się funkcjonować jakby ponad prawem, do tego stanowiąc realne zagrożenie dla życia, bezpieczeństwa i porządku publicznego przy niemalże pełnej ignorancji wobec norm i zasad kraju, w którym obecnie przebywa. Tworzenie przez tą ludność własnych instytucji o charakterze prawnym (sądy itp.), które miałyby na przykład rozstrzygać spory w obrębie muzułmańskiej społeczności, niejako wpisuje się w ten schemat. Nie trudno przewidzieć jak wielkie rozmiary w przyszłości osiągnie to niebezpieczne dla rdzennej ludności europejskiej zjawisko, gdzie agresywne grupy muzułmańskich imigrantów będą rosły w siłę, na co wskazują chociażby dane i statystyki ludnościowe, poddające analizie sytuację demograficzną na kontynencie europejskim.  

Źródło: La-croix.com/Fronda

Na Chwilę Przed Manifestacją ONR-u W Lublinie

Planowana na 22 maja manifestacja ONR-u w Lublinie, organizowana w ramach 76. rocznicy powstania tego ruchu, wywołuje wiele emocji. To, że akurat w samym Lublinie to nic dziwnego. Tutejsze środowiska dziennikarskie, ale i również kulturalne czy polityczne słyną ze swego rodzaju „polakofobii”, w swym przekazie kładąc silny nacisk na multikulturalizm, a więc w jakimś sensie obejmując protekcjonizmem projekty tudzież osoby z tego tylko prostego powodu, że są „obce, wieloetniczne i niepolskie”. A to jest przecież teraz takie trendy. I takie jest przynajmniej moje subiektywne odczucie. Być może ten konkretny typ zachowań to średnia krajowa, ale dla osoby, która analizuje te zjawiska już od kilku dobrych lat, są to rzeczy aż nad wyraz dostrzegalne. Środowiska jakby pragnące zatrzeć polski wymiar tego miasta, poprzez różnego rodzaju projekty spod szyldu „wieloetniczności”, działają prężnie, a w celu realizacji swoich utopijnych wizji potrafią tylko wyciągać swoją łapę po pieniądze podatników. Jeden z wielu przykładów na potwierdzenie powyższego, ale chyba najbardziej znamienny ze wszystkich: Lublin, miasto kandydujące do rangi „europejskiej stolicy kultury w roku 2016”, promuje logo przedstawiające „oko cadyka”. Jest to nawiązanie do faktu, że w Kozim Grodzie mieszkał i działał na przełomie XVIII i XIX wieku słynny rabin nurtu chasydzkiego, dziwak i samobójca, Jaakow Icchak Horowitz zwany „widzącym z Lublina”. I chyba nie ma sensu podawać więcej podobnych przykładów.
       Tak więc do przewidzenia była reakcja tutejszego establishmentu na wieść o organizacji w Lublinie rocznicowej manifestacji ONR-u. Od strony prawnej raczej niewiele mogli zdziałać, nad czym co poniektórzy ubolewali, ale zaraz swój szturm przeprowadzili ci co zawsze, grający pierwsze skrzypce w nagonce, szczuciu i sianiu dezinformacji, a więc lokalne pismaki. Jak z rękawa posypały się artykuliki pełne insynuacji i kłamstw. Na szybkiego powołano jakieś homoseksualne „stowarzyszenie na rzecz tolerancji”, które pojęciem „tolerancja” operuje według własnych potrzeb, i które zajęło się organizacją kontrmanifestacji. Na dokładkę i wykorzystując całe zamieszanie, zakazu organizacji marszu ONR-u w Lublinie domagała się od władz tego miasta partia Zieloni 2004, która oczywiście zrobiła to tylko i wyłącznie w celach promocyjnych własnego ugrupowania. No i rzecz jasna zapewne w imię „tolerancji i wolności słowa”. Ech ci demokraci.
       Jak widać otoczka wokół rocznicy ONR-u ciekawa, a zamieszania sporo. A jaki owa manifestacja będzie miała przebieg dowiemy się już niebawem, bo w sobotę. Miejmy tylko nadzieję, że obejdzie się bez niepotrzebnych kontrowersji, a sama manifestacja okaże się manifestacją polskości i spontanicznego patriotyzmu w Kozim Grodzie. Tego byśmy sobie życzyli.