Fidel Chwali Baracka

Przywódca kubańskich komunistów pochwalił prezydenta USA, Baracka Obamę, za przeforsowanie reformy zdrowotnej. Uważamy reformę służby zdrowia za ważną bitwę i sukces jego rządu – napisał Castro w przesłaniu opublikowanym przez wszystkie oficjalne gazety na Kubie. Castro zauważył również, że Kuba wprowadziła podobne rozwiązanie już pół wieku temu.
I na tym właśnie – zdaniem Fidela Castro – polega wyższość cywilizacyjna Kuby nad USA. Te pochlebstwa nie są bynajmniej oznaką całkowitej aprobaty komunisty dla Obamy, ale kto wie? Jeśli Obama dalej będzie chciał urzeczywistniać lewicowe wizje, to może kiedyś doczeka się braterskiego uścisku od Fidela Castro albo i Hugo Chaveza. Wypowiedzi Castro są z pewnością bardzo wymowne jeśli idzie o określenie poczynań administracji Obamy w kontekście przyjętej przez tą administrację linii światopoglądowej.
A jak wygląda amerykańska służba zdrowia? To dość specyficzny system, w którym, wbrew temu co powtarzają jak mantra europejskie media, istnieją elementy publiczne. Każdy mieszkaniec USA w wieku powyżej 65 lat, posiadający legalny numer ubezpieczenia społecznego (a więc szczególne potwierdzenie, że państwo zdzierało z niego określonej wielkości haracz), ma prawo do państwowej opieki zdrowotnej. Podobne prawa przysługują wszystkim rodzinom, które mają na tyle niskie dochody, iż nie są w stanie opłacić, utrzymujących system opieki zdrowotnej w USA na w miarę poprawnym poziomie, prywatnych lub korporacyjnych składek ubezpieczeniowych. Program ten nazywa się Medicaid i razem z programem dla emerytów Medicare jest zarządzany przez CMS (The Centers for Medicare and Medicaid Services) – oddział amerykańskiego Ministerstwa Zdrowia i Spraw Społecznych.
Problem tego systemu polega w chwili obecnej na tym, że jest on mocno nadwyrężony. Starzejące się społeczeństwo, panika przed tzw. kryzysem ekonomicznym, wysokie bezrobocie – wszystko to powoduje, że służba zdrowia w Stanach Zjednoczonych pochłania coraz to większe środki, choć wraz z ubezpieczeniami prywatnymi funkcjonuje w miarę poprawnie. Trzeba również wziąć pod uwagę, że większość stanów posiada swoje własne systemy ubezpieczeń zdrowotnych.
A teraz swoje piętno na tym systemie pragnie odcisnąć administracja Obamy, która chce dokonać tak na dobrą sprawę nacjonalizacji systemu na wzór kubański, co tłumaczy słowa uznania pod adresem tej administracji ze strony Fidela Castro, za którego przyczyną Kubańczycy żyją niczym upodlone zwierzęta. Co ciekawe, nawet niektórzy prominentni działacze Partii Demokratycznej z wielką dezaprobatą odbierają kolejne posunięcia Obamy w tej sprawie.
Motywy postępowania prezydenta USA w tej materii są jednak bardzo czytelne. Posiadają one oczywiście silny akcent ideologiczny, a wszystko w praktyce sprowadza się do zapewnienia nie-Białym (tzw. mniejszościom etnicznym) dostępu do usług medycznych z wyższej półki. Dopłaci do tego oczywiście reszta społeczeństwa amerykańskiego, w końcu nic nie ma za darmo, jak to się wydaje niektórym lewicowcom. Oprócz tego, w myśl owych koncepcji ideologicznych, projekt demokratycznej reformy służby zdrowia Baracka Obamy zakłada powszechną dostępność do usług aborcyjnych, finansowanych z przymusowej składki na państwowe ubezpieczenie zdrowotne przez wszystkich obywateli. Rzecz nie do zaakceptowania dla człowieka, który zostaje przymuszony do finansowania czegoś, czego nie popiera. Demokratyczna reforma służby zdrowia zakłada również redukcję kosztów usług medycznych przez zmniejszenie wynagrodzeń dla lekarzy. Skutek tego może być taki, że pogorszy się jakość świadczonych usług i spadnie zainteresowanie tym zawodem u młodych ludzi. I jak twierdzą osoby obeznane w temacie: stanowi to zły sygnał dla medycyny, ponieważ to Amerykanie odgrywali do tej pory rolę dominującą i innowacyjną dla świata na płaszczyźnie nauk medycznych. Europa niemal na każdym kroku korzysta z ich osiągnięć naukowych.

Advertisements