Jeszcze Większa Kontrola, Jeszcze Większy Ucisk

Od 1 stycznia zaczęło obowiązywać nowe rozporządzenie do prawa telekomunikacyjnego nakazujące operatorom komórkowym i dostawcom Internetu gromadzić i przechowywać dane o połączeniach użytkowników. Operatorzy zbiorą dokładne dane o połączeniach. Mogą udostępniać je służbom specjalnym. Zgoda sądu nie jest potrzebna. Mają być przechowywane dwa lata. Minister infrastruktury Cezary Grabarczyk daje pół roku na wdrożenie nowych zasad tzw. retencji danych.
Firmy telekomunikacyjne będą musiały zbierać dane, które pomogą ustalić nie tylko wybierany numer, ale także aparat telefoniczny. To samo dotyczy połączeń internetowych. Archiwizowane będą też informacje o dacie i godzinie połączenia, jego rodzaju i lokalizacji rozmówcy. W tym ostatnim przypadku trzeba będzie zarejestrować współrzędne i dane techniczne stacji BTS, w której obszarze znajdował się telefon, ale bez dokładnego określenia miejsca prowadzenia rozmów. Z rozporządzenia (DzU nr 226, poz. 1828) wynika, że będą też zbierane dane o pierwszym logowaniu pre-paidów do sieci.
Eksperci wskazują na szeroki zakres danych. Operator najczęściej ma dane teleadresowe i kopię dowodu osobistego, czyli PESEL. Z chwilą, gdy użytkownik wykona jakieś połączenie, rejestruje z jakim numerem rozmawiał, o której godzinie i jak długo. Nie ma problemu, dopóki takie dane nie wypłyną na zewnątrz, by posłużyć szantażowi. A łatwo można sobie wyobrazić, że dane, na podstawie których można odtworzyć pewne fakty lub stworzyć hipotezy, wyciekają za pewną „opłatą”. A więc poprawiamy bezpieczeństwo czy zwiększamy zagrożenie? Tego typu informacje o każdym obywatelu, przechowywane latami, stają się rodzajem bomby zegarowej – mówi Andrzej J. Piotrowski z Centrum im. A. Smitha. Zagrożenie szantażem jest większe niż zamachem terrorystycznym.
Do danych będą miały dostęp m.in. prokuratura i policja. Firmy telekomunikacyjne muszą też współpracować ze służbami specjalnymi, w tym Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Co istotne, nie jest do tego potrzebna zgoda sądu. Muszą także zbierać dane o połączeniach internetowych oraz poczcie elektronicznej. Będą archiwizowane nie tylko identyfikatory użytkownika, ale również data i godzina każdego połączenia i rozłączenia z Internetem, a także przydzielone dynamicznie i statycznie adresy IP wykorzystywane w czasie połączenia.
Zmiany mogą być kosztowne dla branży telekomunikacyjnej. Rozporządzenie nakłada wiele nowych obowiązków. Szkoda, że nie oszacowano ich kosztów. Najwięksi operatorzy oceniają, że będą to wydatki rzędu 1-2 mln euro na każdego. Nie wszystkie też postanowienia rozporządzenia są zgodne z dyrektywą 2006/24/WE – mówi Maciej Rogalski, wiceprezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.
Kontrola obywateli to jednak nie wszystko co szykują nam urzędnicy i politycy. Wszystko wskazuje na to, że nie unikniemy także wzrostu podatków od 2011 roku. Planowane przez rząd oszczędności warte są 3-5 mld zł – szacuje resort finansów. To za mało, by skutecznie zmniejszyć deficyt finansów publicznych – twierdzą ekonomiści.
„Rzeczpospolita” dotarła do wyliczeń resortu finansów, z których wynika, że w zależności od wariantu wprowadzonych oszczędności budżet państwa zyska na tym zaledwie od 3 do 5 mld zł.
Profesor Stanisław Gomułka, ekonomista Business Centre Club, przypomina, że przyszłoroczny deficyt sektora finansów publicznych ma wynieść 90-100 mld zł. Dziura w budżecie w 2010 r., wliczając w to wydatki unijne, ma sięgnąć 67,5 mld zł. Oszczędności rzędu 3-5 mld zł to żadna strategia likwidacji tej dziury – mówi profesor. Rząd musi przedstawić realistyczny plan na miarę potrzeb. To zmiana kosmetyczna – dodaje były minister finansów Mirosław Gronicki. 100 mld zł może wynieść przyszłoroczny deficyt finansów publicznych. Rząd z góry zaznacza, że w przypadku niektórych zmian na widoczne oszczędności trzeba będzie poczekać. Większość z nich nie ma wiele wspólnego z reformami strukturalnymi, które są niepopularne wśród wyborców – mówi ekonomista Polskiej Rady Biznesu Janusz Jankowiak. Jak podkreśla, Komisja Europejska wymaga od nas obniżenia deficytu finansów publicznych – który może w 2010 r. sięgnąć 7,5 proc. PKB – poniżej 3 proc. już w 2012 r. Jedynym wyjściem będzie więc podniesienie podatków.
Myślę, że rząd zostanie zmuszony do zastosowania zabiegu księgowego polegającego na zmianie definicji długu publicznego oraz podniesieniu podatków w 2011 r. – ocenia ekonomista CitiHandlowego Piotr Kalisz. Jego zdaniem czeka nas podwyżka opodatkowania konsumpcji (VAT i akcyza), a nie pracy. To będzie mniej kontrowersyjne i da większe efekty w postaci wpływów do budżetu – uważa Kalisz.

Źródło 2

Czytaj również:

* Nowy Podatek, Nowe Koryto

* Nowa Odsłona: Powiedz Nie Totalitarnej Demokracji!

* Powiedz Nie Totalitarnej Demokracji!

* Dług Publiczny, Czyli Nasz

* System Szykuje Się Do Inwigilacji Internautów

* Pasożytnictwo Państwowe

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s