ATAKI NA POLKI W BERLINIE

Berlińska dzielnica Neukölln stała się areną etnicznej wojny. Walczą między sobą… nastoletnie dziewczyny. Właściwie „walka” to nieodpowiednie słowo. Tylko jedna strona wykazuje daleko posuniętą agresję. Jak podaje niemieckojęzyczny portal polskaweb.eu, tureckie uczennice szkoły w Neukölln (a jest to szkoła, w której 80 proc. uczniów to imigranci) zaczęły atakować dziewczyny o jasnych włosach. Na ulicach dzielnicy odbywa się regularne polowanie na blondynki. A tak się składa, że blondynkami tam są głównie Polki.
Turczynki napadają na Polki, biją je, kopią, przewracają na ziemię. Dorośli są w szoku i szukają odpowiedzi na pytanie, co się dzieje. Niestety, rozwiązanie zagadki wydaje się być proste. Ataków dokonują nastolatki z tradycyjnych islamskich rodzin. Muszą nosić chusty oraz obowiązuje je szereg zakazów. Nie mogą uczestniczyć chociażby w lekcjach pływania. Wyładowują więc swoja frustrację na dziewczynach ładnych i nieskrępowanych religijnymi regułami. Fakt, iż są nimi Polki to zapewne przypadek – po prostu naszych rodaków jest w Neukölln najwięcej (oprócz Turków). Ponadto na ulicach Berlina o Niemkę już raczej trudno.
Jeśli w Europie dochodzi do ataków na społeczności imigrantów z Afryki lub Azji, natychmiast powstaje szum medialny i zaczyna się dyskusja o rasizmie Białych. A co mamy powiedzieć teraz, gdy to białe dziewczynki są ofiarami ataków ze względu na swój wygląd i obyczaje?

Reklamy

Co Piąte Polskie Dziecko Jest Ubogie

Polska wypada katastrofalnie jeśli chodzi o sytuację materialną i mieszkaniową dzieci. Nieco lepiej jest w kwestii edukacji. Raport na ten temat ogłosiła Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD).
Z raportu wynika, że przeciętny dochód rodziny w Polsce należy do najniższych wśród krajów OECD. Trudno się jednak temu dziwić skoro jest obłożony tyloma podatkami. Ponadto 21 proc. polskich dzieci żyje poniżej granicy ubóstwa. Średnia dla wszystkich krajów OECD wynosi zaś 12 proc. W tej niechlubnej klasyfikacji wyprzedziliśmy tylko Meksyk i Turcję.
OECD podkreśla również niski poziom dzietności w Polsce. Wskaźnik liczby dzieci przypadającej na jedną kobietę wynosi 1,39 przy średniej 1,71 w krajach należących do organizacji. Aby zapewniona była zastępowalność pokoleń wskaźnik musi wynosić 2,1. W tym kontekście zwracały też na to uwagę opublikowane niedawno badania europejskiego urzędu statystycznego Eurostat.
Dr Simon Chapple z Wydziału Polityki OECD wskazał na przeludnienie polskich mieszkań. Pod tym względem nasz kraj zajął ostatnie miejsce, dwukrotnie przekraczając średnią. Wg OECD przeludnienie następuje wtedy, gdy liczba osób w gospodarstwie przewyższa liczbę pokojów.

Źródło

Czytaj również:

* Międzynarodowy Dzień Walki Z Ubóstwem – 17 Października

* Nie Obchodzą Mnie Interesy Obcych Rasowo, Gdy Polskie Dzieci Żyją W Biedzie

Jeszcze Większa Kontrola, Jeszcze Większy Ucisk

Od 1 stycznia zaczęło obowiązywać nowe rozporządzenie do prawa telekomunikacyjnego nakazujące operatorom komórkowym i dostawcom Internetu gromadzić i przechowywać dane o połączeniach użytkowników. Operatorzy zbiorą dokładne dane o połączeniach. Mogą udostępniać je służbom specjalnym. Zgoda sądu nie jest potrzebna. Mają być przechowywane dwa lata. Minister infrastruktury Cezary Grabarczyk daje pół roku na wdrożenie nowych zasad tzw. retencji danych.
Firmy telekomunikacyjne będą musiały zbierać dane, które pomogą ustalić nie tylko wybierany numer, ale także aparat telefoniczny. To samo dotyczy połączeń internetowych. Archiwizowane będą też informacje o dacie i godzinie połączenia, jego rodzaju i lokalizacji rozmówcy. W tym ostatnim przypadku trzeba będzie zarejestrować współrzędne i dane techniczne stacji BTS, w której obszarze znajdował się telefon, ale bez dokładnego określenia miejsca prowadzenia rozmów. Z rozporządzenia (DzU nr 226, poz. 1828) wynika, że będą też zbierane dane o pierwszym logowaniu pre-paidów do sieci.
Eksperci wskazują na szeroki zakres danych. Operator najczęściej ma dane teleadresowe i kopię dowodu osobistego, czyli PESEL. Z chwilą, gdy użytkownik wykona jakieś połączenie, rejestruje z jakim numerem rozmawiał, o której godzinie i jak długo. Nie ma problemu, dopóki takie dane nie wypłyną na zewnątrz, by posłużyć szantażowi. A łatwo można sobie wyobrazić, że dane, na podstawie których można odtworzyć pewne fakty lub stworzyć hipotezy, wyciekają za pewną „opłatą”. A więc poprawiamy bezpieczeństwo czy zwiększamy zagrożenie? Tego typu informacje o każdym obywatelu, przechowywane latami, stają się rodzajem bomby zegarowej – mówi Andrzej J. Piotrowski z Centrum im. A. Smitha. Zagrożenie szantażem jest większe niż zamachem terrorystycznym.
Do danych będą miały dostęp m.in. prokuratura i policja. Firmy telekomunikacyjne muszą też współpracować ze służbami specjalnymi, w tym Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Co istotne, nie jest do tego potrzebna zgoda sądu. Muszą także zbierać dane o połączeniach internetowych oraz poczcie elektronicznej. Będą archiwizowane nie tylko identyfikatory użytkownika, ale również data i godzina każdego połączenia i rozłączenia z Internetem, a także przydzielone dynamicznie i statycznie adresy IP wykorzystywane w czasie połączenia.
Zmiany mogą być kosztowne dla branży telekomunikacyjnej. Rozporządzenie nakłada wiele nowych obowiązków. Szkoda, że nie oszacowano ich kosztów. Najwięksi operatorzy oceniają, że będą to wydatki rzędu 1-2 mln euro na każdego. Nie wszystkie też postanowienia rozporządzenia są zgodne z dyrektywą 2006/24/WE – mówi Maciej Rogalski, wiceprezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.
Kontrola obywateli to jednak nie wszystko co szykują nam urzędnicy i politycy. Wszystko wskazuje na to, że nie unikniemy także wzrostu podatków od 2011 roku. Planowane przez rząd oszczędności warte są 3-5 mld zł – szacuje resort finansów. To za mało, by skutecznie zmniejszyć deficyt finansów publicznych – twierdzą ekonomiści.
„Rzeczpospolita” dotarła do wyliczeń resortu finansów, z których wynika, że w zależności od wariantu wprowadzonych oszczędności budżet państwa zyska na tym zaledwie od 3 do 5 mld zł.
Profesor Stanisław Gomułka, ekonomista Business Centre Club, przypomina, że przyszłoroczny deficyt sektora finansów publicznych ma wynieść 90-100 mld zł. Dziura w budżecie w 2010 r., wliczając w to wydatki unijne, ma sięgnąć 67,5 mld zł. Oszczędności rzędu 3-5 mld zł to żadna strategia likwidacji tej dziury – mówi profesor. Rząd musi przedstawić realistyczny plan na miarę potrzeb. To zmiana kosmetyczna – dodaje były minister finansów Mirosław Gronicki. 100 mld zł może wynieść przyszłoroczny deficyt finansów publicznych. Rząd z góry zaznacza, że w przypadku niektórych zmian na widoczne oszczędności trzeba będzie poczekać. Większość z nich nie ma wiele wspólnego z reformami strukturalnymi, które są niepopularne wśród wyborców – mówi ekonomista Polskiej Rady Biznesu Janusz Jankowiak. Jak podkreśla, Komisja Europejska wymaga od nas obniżenia deficytu finansów publicznych – który może w 2010 r. sięgnąć 7,5 proc. PKB – poniżej 3 proc. już w 2012 r. Jedynym wyjściem będzie więc podniesienie podatków.
Myślę, że rząd zostanie zmuszony do zastosowania zabiegu księgowego polegającego na zmianie definicji długu publicznego oraz podniesieniu podatków w 2011 r. – ocenia ekonomista CitiHandlowego Piotr Kalisz. Jego zdaniem czeka nas podwyżka opodatkowania konsumpcji (VAT i akcyza), a nie pracy. To będzie mniej kontrowersyjne i da większe efekty w postaci wpływów do budżetu – uważa Kalisz.

Źródło 2

Czytaj również:

* Nowy Podatek, Nowe Koryto

* Nowa Odsłona: Powiedz Nie Totalitarnej Demokracji!

* Powiedz Nie Totalitarnej Demokracji!

* Dług Publiczny, Czyli Nasz

* System Szykuje Się Do Inwigilacji Internautów

* Pasożytnictwo Państwowe