Imigracja Generuje Zmiany… Na Gorsze

Stany Zjednoczone to modelowy przykład społeczeństwa, które w sposób intensywny poddawane jest praktykom tzw. multikulturalizmu, gdzie imigracja stanowi jeden z podstawowych elementów tychże praktyk. Brak odpowiedniej reakcji w tej materii może być przyczyną wielu daleko idących zmian, które już na zawsze mogą zmienić strukturę etniczną, a w konsekwencji polityczną, tego kraju. Można przez to rozumieć tylko tyle, iż mieszkańcy USA o europejskim rodowodzie będą konsekwentnie wypierani przez grupy imigrantów, które jak na chwilę obecną, z przyczyn głównie demograficznych, zdobywają coraz to większe wpływy polityczne.
Z najnowszych badań wynika, iż sześć z ośmiu stanów, które mają zdobyć miejsca w amerykańskiej Izbie po spisie ludności w 2010 r. – wszystkie z wyjątkiem Utah i Georgii – nie otrzymałyby ich bez ostatniego wzrostu populacji latynoskiej, co może sprawić, że Latynosi zwiększą swoją siłę polityczną.
A podczas gdy stan Utah prawdopodobnie zdobyłby oczekiwane czwarte miejsce w Izbie nawet bez pomocy rosnącej liczby Latynosów, stanowi ona i tak 25 procent ostatniego wzrostu, dodając około 128 000 z nowych 503 000 mieszkańców stanu od 2000 r. I to również sprawia, że społeczność latynoska staje się pomału coraz bardziej istotna politycznie.

Za „Los Angeles Times”

1. 40% wszystkich pracowników w okręgu administracyjnym L. A. (okręg administracyjny L. A. liczy 10,2 miliona osób) pracuje za gotówkę i nie płaci podatków. Dzieje się tak, ponieważ są oni w przeważającej mierze nielegalnymi imigrantami pracującymi bez zielonej karty.
2. 95% nakazów sądowych za morderstwo w Los Angeles jest wystawianych dla nielegalnych obcokrajowców.
3. 75% osób na liście najbardziej poszukiwanych w Los Angeles to nielegalni obcokrajowcy.
4. Ponad 2/3 wszystkich urodzeń w okręgu administracyjnym Los Angeles to nielegalni Meksykanie na Medi-Cal, których narodziny są opłacane przez podatników.
5. Blisko 35% wszystkich więźniów w ośrodkach zatrzymań w Kalifornii to obywatele Meksyku przebywający tu nielegalnie.
6. Ponad 300 000 nielegalnych cudzoziemców w okręgu administracyjnym Los Angeles mieszka w garażach.
7. FBI donosi, że połowa członków gangów w Los Angeles to najprawdopodobniej nielegalni cudzoziemcy zza południowej granicy.
8. Blisko 60% wszystkich mieszkańców nieruchomości należących do HUD (urzędu do spraw rozwoju budownictwa miejskiego i gospodarki przestrzennej) jest nielegalnych.
9. 21 stacji radiowych w L. A. jest hiszpańskojęzycznych.
10. W okręgu administracyjnym L. A. 5,1 miliona ludzi mówi po angielsku, 3,9 miliona po hiszpańsku (w okręgu administracyjnym L. A. jest 10,2 miliona ludzi).

Źródło 1

Źródło 2

Czytaj również:

* Nie-Biali Chcą Władzy

Nowy Podatek, Nowe Koryto

 

Producenci i importerzy sprzętu elektronicznego służącego do odbioru lub odtwarzania filmów i muzyki będą musieli płacić opłatę w wysokości 1 proc. od ceny sprzedaży na rzecz Narodowego Instytutu Audiowizualnego.
Ten quasi-podatek obejmie więc importerów i producentów odtwarzaczy DVD, telewizorów, płyt kompaktowych. Tyle samo będą przekazywać przedsiębiorcy produkujący bądź importujący płyty DVD, dyski twarde oraz karty pamięci.
Rozwiązanie takie przewiduje projekt ustawy o Narodowym Instytucie Audiowizualnym, nad którym pracuje Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Zgodnie z projektem celem działalności Instytutu ma być digitalizacja ważnych dla kultury polskiej i dziedzictwa narodowego zbiorów lub utworów audiowizualnych oraz muzycznych, wytworzonych w celu publicznego rozpowszechniania. A w rzeczywistości, jak w każdym systemie publicznym, zawłaszczone ludziom pieniądze rozpłyną się w zbiurokratyzowanym systemie państwowym ew. znikną w kieszeniach polityków, czyli krótko mówiąc – zostaną zmarnowane. Co więcej, nie każdy jest w stanie zgodzić się z rządem odnośnie tego, co jest „ważne dla kultury polskiej”. Dlatego pobieranie od ludzi przymusowych opłat jest porównywalne z haraczem i można to traktować w kategoriach zwykłego złodziejstwa. O tym, że praktyki tego rodzaju powodują wzrost cen, czyli wzrost kosztów życia, już chyba wspominać nie trzeba.

 

 

Stan Wojenny – Walka Z Narodem

Już 16 sierpnia 1980 r., jeszcze przed podpisaniem porozumień w Szczecinie i Gdańsku, powołano – pod przewodnictwem wiceministra spraw wewnętrznych gen. Bogusława Stachury – Sztab Akcji „Lato 80”, który zajął się przygotowaniem ewentualnych działań pacyfikacyjnych. 28 sierpnia, na posiedzeniu Biura Politycznego, gen. Wojciech Jaruzelski w sposób kategoryczny stwierdził: „Trzeba (…) uświadamiać (…), że to walka kto-kogo i co grozi”. Podobne stanowisko zajmował Stanisław Kania, który w kilka dni później miał zostać I sekretarzem KC PZPR. „Hasło wolnych związków zawodowych – oświadczył na kolejnym zebraniu Biura – to hasło o wymowie antysocjalistycznej”.
Przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego rozpoczęto na ponad rok przed jego wprowadzeniem. W październiku 1980 r. Komitet Obrony Kraju i, działający z jego polecenia, Sztab Generalny przystąpiły do opracowywania planów takiej operacji. Zajmowano się tym także w MSW, 3 listopada gen. Bogusław Stachura wydał rozkaz przygotowania akcji pod pierwotnymi kryptonimami „Wrzos” (plan internowania 12,9 tys. ludzi) i „Malwa” (blokada komunikacji i telekomunikacji). Już 12 listopada, na posiedzeniu KOK-u, gen. Jaruzelski poinformował, że przygotowany został „zestaw niezbędnych aktów prawnych dotyczących stanu wojennego”. W następnych miesiącach opracowane już plany i projekty były systematycznie udoskonalane, testowano także działanie poszczególnych służb. Dla przykładu 16 lutego 1981 r. odbyła się specjalna „gra sztabowa”, w której uczestniczyli przedstawiciele MSW i MON. 27 marca Kania i Jaruzelski podpisali dokument pt. „Myśl przewodnia wprowadzenia na terytorium PRL stanu wojennego”, wieńczący całość przygotowań. Spodziewając się masowych protestów, w Komendzie Głównej MO rozpatrywano zastosowanie nowych środków technicznych. „Z przyczyn niezależnych od resortu spraw wewnętrznych – pisano w jednej z tajnych notatek opracowanych w KG MO we wrześniu 1981 r. – nie zrealizowano koncepcji dotyczącej konstrukcji transportera opancerzonego przystosowanego do potrzeb MO. Aktualnie trwają próby z wyrzutnią środków obezwładniających ze śmigłowca”.
W istocie rzeczy najważniejsze różnice w kierownictwie PZPR dotyczyły momentu uderzenia. Twardogłowi – w rodzaju Mirosława Milewskiego i Stefana Olszowskiego – domagali się wprowadzenia stanu wojennego już na posiedzeniu Biura Politycznego 8 listopada 1980 r. Spotkało się to jednak z oporem Kani i Jaruzelskiego, dowodzących, że operację taką można przeprowadzić „tylko w skrajnej sytuacji”. Opór umiarkowanych członków kierownictwa PZPR nie wynikał jednak bynajmniej z sympatii do „Solidarności”, ale z nadziei, że uda się stopniowo związek zneutralizować i wmontować w system komunistyczny. Stąd wzięło się nieustanne głoszenie propagandowych haseł o dobrym, robotniczym nurcie „Solidarności” i złym, antysocjalistycznym – uosabianym przez niektórych przywódców związku, a zwłaszcza jego doradców. Agenci SB działający w „Solidarności” – co potwierdzają wypowiedzi gen. Kiszczaka na posiedzeniu kierownictwa MSW – rozpalali konflikty personalne, starając się doprowadzić do dezintegracji związku. Z czasem także większość PZPR-owskich „gołębi” uznała, że tzw. porozumienie, czyli faktyczna kapitulacja „Solidarności” przed rządem – nie jest możliwe. Dodatkową zachętą do użycia siły stała się narastająca apatia społeczeństwa, poddanego zmasowanej agresji propagandowej i wyczerpanego coraz cięższymi warunkami życia. Kiedy 28 października 1981 r. znaczna część robotników zbojkotowała ogłoszony przez „Solidarność” jednogodzinny strajk generalny, trafnie oceniono, że zmęczenie społeczeństwa osiągnęło odpowiedni poziom.
W tym czasie na czele PZPR stał już gen. Jaruzelski, który zastąpił na stanowisku I sekretarza KC Kanię, w dalszym ciągu sprzeciwiającego się wprowadzeniu stanu wojennego. W ten sposób, po raz pierwszy w historii PRL, w rękach jednego człowieka znalazły się trzy kluczowe stanowiska: I sekretarza KC PZPR, premiera i ministra obrony narodowej. W tydzień po ostatecznym przejęciu całości władzy Jaruzelski przystąpił do otwartego działania. 26 października na terenie całego kraju rozpoczęło działalność kilkaset tzw. wojskowych terenowych grup operacyjnych. Oficjalnie miały one pomagać administracji i ludności w walce ze spekulacją i marnotrawstwem, faktycznie zaś stanowiły rekonesans oficerów w miejscach, w których już wkrótce mieli się pojawić w charakterze komisarzy wojskowych. Równocześnie rozesłano do wszystkich Komend Wojewódzkich MO zapieczętowany pakiet dokumentów. Zdeponowany u wojewódzkich szefów SB, miał być otworzony jedynie na specjalny rozkaz z Warszawy. Zawierał komplet ogólnych założeń i szczegółowe instrukcje dotyczące wprowadzenia stanu wojennego na terenie danego województwa.
Nie ulega wątpliwości, że w ZSRR, Czechosłowacji i NRD przygotowywano interwencję zbrojną w Polsce. 1 grudnia 1980 r. przebywający w Moskwie I zastępca szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego otrzymał plan manewrów „Sojuz’80”. Przewidywały one, że w tydzień później do Polski wkroczy łącznie 18 dywizji wojsk Układu Warszawskiego. Z obszaru ZSRR ruszyć miały w kierunku Pomorza Gdańskiego, Mazowsza i Małopolski trzy zgrupowania. Dla wojsk czechosłowackich rejon dyslokacji przewidziano na Śląsku, zaś dla niemieckich na Pomorzu Zachodnim. Wytypowane jednostki wojskowe zostały przygotowane i – co odnotowały amerykańskie satelity, powodując oficjalną reakcję Waszyngtonu – przesunięte na miejsca wymarszu.
Fakt przygotowywania interwencji nie oznaczał jednak jej nieuchronności. 5 grudnia 1980 r., przebywający na Kremlu I sekretarz KC PZPR Stanisław Kania usłyszał od Leonida Breżniewa znamienne zdanie: biez tiebia – nie wajdiom. Oznaczało to, że Moskwa nie podejmie decyzji o rozpoczęciu interwencji bez sygnału z Warszawy. Czemu zatem miały służyć grudniowe przygotowania oraz następne demonstracyjne manewry „Sojuz’81”, przeprowadzone na przełomie marca i kwietnia 1981 r.? Wydaje się, że nade wszystko wywarciu presji na kierownictwo PZPR, aby samodzielnie uporało się z „Solidarnością”. Natomiast rzeczywisty stosunek radzieckich przywódców do wydarzeń w Polsce ilustruje protokół z posiedzenia Biura Politycznego KC KPZR odbytego 10 grudnia 1981 r., a zatem na trzy dni przed wprowadzeniem stanu wojennego. „Jeśli chodzi o przeprowadzenie operacji X – stwierdził wówczas szef KGB Jurij Andropow – to powinna być to tylko i wyłącznie decyzja towarzyszy polskich, jak oni zdecydują, tak będzie. (…) Nie zamierzamy wprowadzać wojska do Polski. To jest słuszne stanowisko i musimy przestrzegać go do końca. Nie wiem jak będzie z Polską, ale nawet jeśli Polska będzie pod władzą »Solidarności« to tylko jedna sprawa. A jeśli na Związek Radziecki rzucą się kraje kapitalistyczne, a oni już mają odpowiednie uzgodnienia o różnego rodzaju sankcjach ekonomicznych i politycznych, to dla nas będzie to bardzo ciężkie”. Z kolei szef radzieckiej dyplomacji Andriej Gromyko powiedział: „Żadnego wprowadzenia wojsk do Polski być nie może. Sądzę, że możemy polecić naszemu ambasadorowi, aby odwiedził Jaruzelskiego i poinformował go o tym”. Dyskusję jasno podsumował Michaił Susłow: „Myślę więc, że wszyscy tutaj jesteśmy zgodni, iż w żadnym wypadku nie może być mowy o wprowadzeniu wojsk”.
Powyższe cytaty nie oznaczają oczywiście, że ZSRR w żadnej sytuacji nie dokonałby interwencji w Polsce. Zapewne poczułby się zmuszony do takiej reakcji, gdyby w Polsce przystąpiono do fizycznej rozprawy z PZPR, bądź też gdyby nasz kraj zechciał wystąpić z Układu Warszawskiego. Jednak w grudniu 1981 r. nic takiego nie miało miejsca.
2 grudnia 1981 r. we wszystkich jednostkach MSW ogłoszono „stan podwyższonej gotowości”, a w pięć dni później nakazano kilkunastu komendantom wojewódzkim MO zmobilizowanie rezerwistów „rokujących pewność wykonania wszystkich powierzonych im zadań oraz reprezentujących należytą postawę moralno-polityczną”. Na pytanie, kiedy podjęto ostateczną decyzję o uruchomieniu przygotowanej machiny wojskowo-milicyjnej, gen. Czesław Kiszczak odpowiedział: „Przysłowiowa »kropka na i« został postawiona przez generała armii Wojciecha Jaruzelskiego w rozmowie ze mną 12 grudnia 1981 r. około godziny 14.20. Jak mi wiadomo, podobna rozmowa odbyła się z generałem broni Florianem Siwickim. Chodziło o ostateczne przygotowanie do rozpoczęcia działań. W kilka minut po mojej rozmowie z generałem W. Jaruzelskim zakodowany sygnał przekazano ówczesnym komendantom wojewódzkim MO, którym pozostało niewiele czasu na zgrupowanie sił i środków oraz na postawienie właściwym przełożonym niższego szczebla szczegółowych zadań. Wszystkie działania prowadziliśmy przy ścisłej koordynacji i w uzgodnieniu z kierownictwem MON”. Zakodowany sygnał, o którym wspomina Kiszczak brzmiał: „Zgodnie z pismem nr J-0045/81 z dnia 17 lutego 1981 należy przystąpić do operacji »Brzoza-81«”.

***

       Milicja i wojsko ruszyły do akcji, ale wciąż nie było jeszcze formalnej, zgodnej z obowiązującym prawem, decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego. Trwała właśnie sesja Sejmu, podczas której tylko ten organ władny był podjąć lege artis stosowne postanowienia. Przedstawienie tego rodzaju propozycji parlamentowi nie wchodziło jednak w grę, z oczywistych względów. W tej sytuacji zdecydowano się na zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia Rady Państwa, która władna była podjąć decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego jedynie w przerwach między sesjami Sejmu. Zebranie Rady Państwa rozpoczęło się o godzinie pierwszej w nocy 13 grudnia, kiedy od dwóch godzin specjalne grupy SB i MO zatrzymywały działaczy „Solidarności” (operacja „Jodła”) w oparciu o dekrety, które dopiero miały być zatwierdzone. Członkowie Rady Państwa nie sprawili jednak zawodu przybyłym na posiedzenie generałom i, z wyjątkiem Ryszarda Reiffa, poparli decyzję o proklamowaniu stanu wojennego.

„Walki uliczne w PRL”
Antoni Dudek
Tomasz Marszałkowski